Jest pieczołowicie udokumentowaną analizą drogi, jaką żydowscy działacze polityczni – na wybranych, wiarygodnych przykładach – przechodzili od statusu swego urodzenia do wysokich stanowisk w partii i bezpiece. Jest wreszcie przekonującym opisem, jak słaba, pozbawiona wsparcia finansowego partia komunistyczna stawiała pierwsze kroki w kraju, gdzie nikt na nią nie czekał. Jest też skrupulatnie opisaną sekwencją bezskutecznych starań władz polskich, by po 1989 roku wojskową prokuratorkę Wolińską, już obywatelkę Zjednoczonego Królestwa, ściągnąć do kraju,
postawić przed sądem
i ukarać. Jeśli nie za jej konkretne winy, to pozostałych, którzy w pierwszych latach po 1945 roku zawinili. Te wątki przenikają się na kilkuset stronach, prowadząc do konkluzji, z którymi można się nie zgodzić, ale które wywierają niezwykle silne wrażenie. Jak stygmat. Wartością tej podwójnej biografii nie był zamysł polityczny. Nie było to zlecenie Instytutu Pamięci Narodowej ani dzieło przejętego politologa próbującego coś uzasadnić, ocieplić czy usprawiedliwić. Książka jest wynikiem woli rozliczenia się z życiem pełnym krzywd i wysiłków, pytań i wątpliwości Janiny Nadaner, córki Włodzimierza Brusa. Nadaner to emigrantka roku 1968, jako dziecko porzucona przez ojca, żyjąca dziesiątki lat poza Polską. Jestem córką ocalałych z Holocaustu, którzy podczas II wojny światowej stracili całe swoje rodziny. Jestem również stuprocentową Żydówką aszkenazyjską, ponieważ oboje moi rodzice urodzili się w Polsce, podobnie jak ich rodzice i dziadkowie. Moje dzieciństwo było jednak pozbawione jakichkolwiek elementów związanych z judaizmem. Choć nie uczęszczałam na lekcje religii katolickiej, często chodziłam do kościoła z nianią i radośnie świętowałam Boże Narodzenie oraz Wielkanoc – napisała Janina Nadaner w Zakończeniu. I wyjaś nia, dlaczego przekonała ją postawa autorki Katarzyny Kwiatkowskiej- Moskalewicz, by otworzyć się przed nią i pomóc w wędrówce po skomplikowanych losach pokolenia Polaków i Żydów w II Rzeczpospolitej, w czasie wojny i tuż po niej. Perspektywa, jaką tworzy autorka, pozwala na epicką narrację, sięganie do źródeł nieznanych i weryfikacji intymnych, przez to wiarygodnych. Matka Janiny Nadaner była drugą żoną Brusa, Wolińska – pierwszą i trzecią. Janina była tylko dzieckiem, które historia sprasowała. Gdy Wolińska z Brusem osiedli w Oksfordzie, gdzie Brus – uznany w akademickiej Europie komunistyczny ekonomista – otrzymał profesurę, Janina Nadaner odwiedzała oboje, szukając w kostycznym naukowcu ojca, a w jego słowach, a także rozmowach z Wolińską, wyjaśnienia własnych, trudnych losów. Typowych dla tamtego pokolenia Polaków.
Fajga (potem Felicja) Danielak, córka Jankiela, rocznik 1919, była typową ofiarą epoki sanacyjnego antysemityzmu, braku życiowych szans z powodów rasowych i jakiejkolwiek przyszłości innej niż żydowska. Zbuntowana przeciwko rodzinie, sceptyczna wobec religii i żydowskiej tradycji drogowskazów szukała w klasie. To było jej okno na świat. Tu wsiąkła w polską kulturę, literaturę i język, bez czego – najprawdopodobniej – nie przeżyłaby po „aryjskiej” stronie. Gdyby nie polska szkoła, Felicja Danielak być może nie zostałaby komunistką. Gdyby nie polska szkoła, nie byłoby Heleny Wolińskiej. Aktywna społecznie, chłonna i analizująca świat, rychło opowiedziała się politycznie za Komunistyczną Partią Polski, która jako jedyna obiecywała coś nowego, świat bez antysemityzmu, sprawiedliwy, oparty na równości szans… Ideały, które w praktyce rychło po wojnie sobie zaprzeczyły.
Subskrybuj