– Jak samopoczucie po premierze?
– Jest dobrze! Emocje oczywiście cały czas są spore, ale mam poczucie, że powstał interesujący, ważny i dobrze zrobiony film.
– To twój debiut, a za tobą kilka lat ciężkiej pracy przy tej produkcji.
– Tak, i dlatego z przyjemnością patrzę na reakcję widzów. Za nami uroczysta premiera w warszawskiej Kinotece i pierwsze dni wyświetlania w kinach całej Polski. Film robiliśmy dla osób w każdym wieku, dla zwykłych ludzi. A historia, którą pokazujemy, jest uniwersalna.
– To film o narkotykach?
– Dopalacze są tłem do opowiedzenia uniwersalnej historii o głodzie. Ale nie narkotykowym, tylko głodzie bycia kimś i marzeniu o tym. Czasami nawet bycia kimś za wszelką cenę. Idąc na skróty. To coś, co dziś trapi wielu z nas w tych zwariowanych czasach.
– Skąd pomysł, żeby zająć się takim tematem?
– Reżyserem filmu jest Pat Howl, który rozwijał ten projekt w Szkole Wajdy. Zanim Pat zaczął robić filmy, prowadził firmę. Kiedyś, gdy po nocach testowali ze swoim wspólnikiem jakiś system informatyczny, pod oknem biura w Warszawie, gdzie pracowali, wyrosła im buda z dopalaczami. Tam zawsze był tłum ludzi, a właściciel podjeżdżał najnowszym sportowym samochodem. Oczywiście Pat nie pochwalał takiego sposobu zarabiania na życie, ale gdzieś w żartach zastanawiał się, gdzie biznesowo popełnił błąd (śmiech). Ta historia w nim została i zainspirowaliśmy się nią, pisząc scenariusz.
Subskrybuj