Na wstępie zaprzecza, że nie miał przerwy w graniu. – W stolicy, w 2016 r., miałem ostatnią sprawę karną. Miała związek z zabiciem Igora Stachowiaka na komisariacie we Wrocławiu. Po jego śmierci były manifestacje. Uciekając przed policją, uderzyłem funkcjonariusza. Miałem odpowiadać z wolnej stopy. Po namowach adwokata, który obrał określoną formę obrony, trafiłem do mężczyzny zajmującego się alkoholikami. Znał mnie, też był muzykiem. Powiedział, że skieruje mnie do zamkniętego ośrodka w Łękini.
Subskrybuj