R E K L A M A
R E K L A M A

Bagaż? Szukaj sam! Rażąca pomyłka we FlixBusie

Niedzielne popołudnie. Po kilkunastu godzinach podróży z Portugalii Ryanairem, po oczekiwaniu na spóźniony autobus na lotnisku w Modlinie i pięciogodzinnym rejsie zielonym FlixBusem docieram wreszcie do Bydgoszczy. Stawiam podręczną walizkę w korytarzu. Żona postanawia z miejsca uprać „urobek” moich czterech konferencyjnych dni.

Fot. Wikimedia

Po chwili staje jednak przede mną z oczami jak pięciozłotówki: – Nosiłeś ładne bluzki… – mówi głucho i pokazuje mi elegancką damską bluzkę. Otumaniony długą podróżą czuję, że ogarnia mnie tuman jeszcze gęstszy. – Jezu, skąd u mnie ta bluzka? – myślę bezradnie, bo nie wiem. Po chwili żona już wie. – To nie jest twoja walizka!

Pierwsza myśl: zostawiłem w samolocie, myląc jej kształt i kolor z inną, bo na pokładzie było takich bez liku. Po chwili refleksja: wszak czekając w Modlinie niemal trzy godziny, poznałbym swoją walizkę. Chyba? A może… FlixBus? Owszem, przyjechał do Modlina spóźniony, ale był dobrze schłodzony, klima dmuchała, potem jechał żwawo, nawet bardzo, bo do Szczecina przyjechał pół godziny przed czasem. Co zastanawiało, to zarówno ładowanie, jak i odbieranie bagażu z luku, które odbywało się bez żadnego świadomego nadzoru kierowcy, który stał z boku, popalając papierosa.

Gdy dojechałem do mojego celu, w luku panował bajzel, a bagaż walał się, gdzie popadnie. Wziąłem swój i powlokłem się do samochodu. Autobus ruszył, bo ciągle był jeszcze w niedoczasie. A więc FlixBus! W internecie znalazłem formularz i natychmiast zgłosiłem pomyłkę. Dokładny, jak to u Niemca. Gdzie, skąd, dokąd, numer rezerwacji. I natychmiastowa elektroniczna odpowiedź: „Zajmiemy się sprawą, w ciągu dwóch tygodni damy znać. Sprawdzaj swój status” – poradzono mi i podano link. Spróbowałem jeszcze rozmowy z infolinią, ale po długim i absurdalnie durnym monologu głos o charakterze żeńskim skierował mnie na… stronę ze znanym mi formularzem. I się rozłączył. Gdyby czasy były bez AI i formularzy, a udostępniono by numer telefonu kierowcy, odebrałbym swój bagaż nazajutrz. Ale tak się nie stało.

Intuicja podpowiedziała, by ratunku szukać na Facebooku. Szczęśliwie córka moja Joanna jako taka jest użytkowniczką FB. Znanymi sobie sposobami weszła na właściwą stronę i trafiła na świeży post pani Haliny z Ciechocinka, kuracjuszki miejscowej kliniki. I skojarzyła czas, miejsce i zieloną wstążeczkę. Okazało się, że to ja mam walizkę pani Haliny, zaś rzeczona Halina już wiedziała, że w Goleniowie jest pani Mariola, mająca walizkę moją. W zamieszczonym bowiem poście ujrzałem zdjęcie czytanej książki i stary boarding pass do samolotu do Helsinek jako jej zakładkę, którą pani Mariola wzięła za bilet lotniczy i chciała nawet popędzić na lotnisko, by mi ratować podróż, bo data wylotu była na 1 lipca, ale… trzy lata wcześniej. Pani Halina, kuracjuszka, miała natomiast bagaż jakiegoś gościa z Bydgoszczy, który był (nie)szczęśliwym posiadaczem bagażu pani Marioli z Goleniowa, niemniej wzdragała się paradować w jego ciuchach pod tężniami. Zaopatrzyła się więc na bazarku w rzeczy pierwszej sanatoryjnej potrzeby.

Wymieniliśmy się telefonami i zaczęliśmy ustalać logistykę zwrotu bagażu. Już w środę udało się uruchomić kurierów i dwie torby trafiły pod właściwe adresy. Reszta jeszcze się dogaduje. Jestem natomiast przekonany, że w połowie lipca na formularzu FlixBusa ukaże się elegancki komunikat, wyświetlony już w chwili zgłoszenia: „Niestety, nie udało nam się jeszcze odnaleźć Twojej zguby. Jesteśmy w stałym kontakcie z naszymi partnerami i biurami rzeczy znalezionych. Gdy tylko coś znajdziemy, damy Ci znać w wiadomości e-mail. Aktualny status Twojej sprawy możesz sprawdzić w dowolnym momencie”. Czyli picu- -picu, mój dziedzicu. Potwierdzają to liczne posty pasażerów linii, którzy wbrew swej woli rozstali się z własnymi bagażami raz na zawsze. Opowiadała mi pani Mariola, gdy opuszczała autobus nocą w Szczecinie, że w luku była tylko jedna walizka. I wzięła ją, intuicyjnie zakładając, że choć nie jej, to się może wymieni z kimś na swoją. To była szczęśliwa decyzja, bo pytany przez nią ukraiński kierowca FlixBusa, co się dzieje z zagubionym czy zabranym przez pomyłkę bagażem, odparł rzeczowo, że nie wie.

FlixBus jest alternatywą dla umierającego PKS-u, coraz droższych kolei i wymagających długiego czasu linii lotniczych. Autobusy są nowoczesne, szybkie, bezpieczne, mają wi-fi, są klimatyzowane, do tego z czynną toaletą. Dowożą pasażerów na lotniska regionalne. Latem atrakcyjność linii wzrasta. Popyt też. Gdyby tak jeszcze dało się upilnować bagaży… 

2026-07-08

Henryk Martenka