Program „Dobry wieczór” miał dwie części i od pierwszych minut łączył humor z refleksją. Osobiste opowieści artysty przeplatały się z obserwacjami codzienności, a śmiech często ustępował chwilom zadumy. W przerwie uczestnicy mogli kupić książki i płyty Andrzeja Poniedzielskiego, natomiast po zakończeniu nie zabrakło bisów.
Znakiem rozpoznawczym Poniedzielskiego pozostaje wyjątkowa dbałość o język. Nieprzypadkowo bywa nazywany „cesarzem pauzy” – w jego występach cisza jest równie istotnym środkiem wyrazu jak słowo.
Tak było również w Janowie, gdzie niektóre fragmenty programu wywołały wśród publiczności autentyczne wzruszenie. – Wszystko, co mi się udało (lub nie udało), jest kwestią znajomości języka polskiego – mówił ze sceny. Choć ukończył studia techniczne, od lat buduje swoją twórczość na precyzji języka, grze słów i umiejętności wydobywania niezwykłości z pozornie zwyczajnych spraw.
– Dziękuję Panu za te słowa, które sobie zapisuję – powiedziała jedna z uczestniczek.
To zdanie najlepiej oddawało charakter czwartkowego wieczoru. W przypadku Andrzeja Poniedzielskiego słowa nie kończą się wraz z ostatnim bisem – często pozostają z odbiorcami na długo po zakończeniu spotkania.
Publiczność nagrodziła go długimi, gorącymi oklaskami.