– Minęło półtora miesiąca, od kiedy weszły uregulowania nakazujące oznaczanie treści stworzonych przez AI. Co to za przepisy i co trzeba oznaczać? Bo okazuje się, że chyba wcale nie tak dużo, jak by nam się wydawało…
– To zależy, z czyjej perspektywy na to patrzymy. Intencją oznaczania treści generowanych bądź modyfikowanych przez sztuczną inteligencję było oznaczanie deepfake’ów. Koncepcja polegała na tym, żeby chronić społeczeństwo przed dezinformacją. Obowiązek wziął się z unijnego rozporządzenia – z Aktu w sprawie sztucznej inteligencji z 13 czerwca 2024 r., ale w zakresie oznaczania deepfake’ów obowiązuje ono od 2 sierpnia.
Jak nas oszukują
– Padło tu sformułowanie deepfake. Myślę, że intuicyjnie wyczuwamy, co to takiego, ale czy wiemy dokładnie?
– Definicję mamy w Akcie w sprawie sztucznej inteligencji. Deepfake to nie tekst, tylko obraz, dźwięk lub wideo, czyli np. grafika, podcast, film, reklama. Musi to być wygenerowane albo zmodyfikowane przez AI. Co istotne, ten – przykładowo – obraz, musi przypominać istniejące osoby, przedmioty, miejsca lub zdarzenia, które odbiorca mógłby niesłusznie uznać za autentyczne lub prawdziwe. Odbiorca patrzy, wydaje mu się, że to jest coś realistycznego, a w rzeczywistości tak nie jest, bo np. ogląda sztucznie wygenerowany obrazek z elementem, który przypomina prawdziwego człowieka. Z jednej strony to dla prawników zmora, bo jak teraz ocenić każdy indywidualny obraz wideo lub dźwięk i stwierdzić, czy on może się komuś wydawać autentyczny lub prawdziwy, czy nie; z drugiej strony jestem w stanie zrozumieć tak szeroko zakrojoną i tak nieostrą definicję, dlatego że intencją ustawodawcy europejskiego było objęcie szerokiego spektrum tego zjawiska, jakim jest tworzenie treści za pomocą sztucznej inteligencji. W praktyce tworzy to dużo kłopotów. Nawet sama ingerencja AI w obraz, np. w tło, w zależności od kontekstu i adresatów może wymagać oznaczenia albo nie. Weźmy przykładowo program publicystyczny, w którym jest rozmowa o spotkaniu polityków z 1960 roku, a w tle pokazywany jest wygenerowany przez AI czarno-biały film, który demonstruje takie wydarzenie. Skoro istniała wtedy możliwość nagrywania wideo, to odbiorca może być wprowadzony w błąd co do autentyczności nagrania wideo tego zdarzenia i dlatego musi zostać poinformowany o tym, że tło wygenerowano przez AI, i nie jest to faktyczna relacja ze spotkania. Ale jeżeli ci sami dwaj historycy siedzą i rozmawiają o wojnie z XI wieku i mamy w tle bitwę rycerzy w formie wideo, to odbiorca powinien wiedzieć, że w tym czasie nie było możliwości nagrania wideo, więc nikt tego nie mógł nakręcić. I nawet jeśli jest to wideo wygenerowane przez AI, to tu oznaczać go nie trzeba, gdyż to wideo nie wprowadza odbiorcy w błąd, że jest autentyczne – nie jest zatem deepfakiem.
Subskrybuj