U pani X, mieszkanki województwa mazowieckiego, w 2021 r. rozpoznano udar mózgu. Kobieta trafiła do szpitala, gdzie lekarzom udało się uchronić ją przed powikłaniami neurologicznymi. Trzy lata później, 4 lutego 2024 r., upadła w domu i ponownie znalazła się w szpitalu. Rozpoznano wówczas incydent udarowy objawiający się niedowładem lewostronnym i padaczką. W badaniu rezonansu magnetycznego przeprowadzonym w placówce w lipcu tego samego roku ujawniono zmianę ogniskową w obrębie prawego płata potylicznego i skroniowego, a 17 lipca pacjentka została umieszczona w niepublicznym zakładzie opieki paliatywnej, gdzie stosowano leczenie objawowe.
To nie jest kraj dla starych ludzi
W trakcie pobytu obserwowano pogarszający się stan zdrowia kobiety, z nasilonymi objawami niewydolności krążeniowej i oddechowej. Dokumentacja zakładu opieki podaje, że 2 listopada 2024 r. u pacjentki stwierdzono nagłe zatrzymanie krążenia. Tyle że zgon miał miejsce 1 listopada o godz. 21.10, to jest 11 godzin wcześniej… W karcie informacyjnej leczenia pani X w ośrodku w dniach 19.07 – 1.11.2024 napisano, że jednostką chorobową, która przyczyniła się do śmierci, był nowotwór złośliwy mózgu.
– To bardzo zastanawiające, bo jak wytłumaczyć, że podczas pobytu w klinice (9.02.2024), a więc placówce o najwyższym stopniu referencyjności, nie zdiagnozowano takiego schorzenia, mimo że wykonano wówczas rezonans magnetyczny – mówi dr Ryszard Frankowicz. – Wiele wskazuje na to, że to nie były zmiany nowotworowe, tylko krwiak powstały wskutek upadku na twardą powierzchnię, co miało miejsce w domu kobiety 4 lutego.
Subskrybuj