– Zostałeś teraz, w tym dwutysięcznym dwudziestym szóstym roku, Mistrzem Mowy Polskiej. Nie ma mowy o zaskoczeniu, w każdym bądź razie nie dla tych, którzy wiedzą, że lubisz wziąść się za bary z naszym językiem, którym wyjątkowo barwnie władasz…
– Mistrz… Legia-mistrz zazwyczaj się słyszy, a tu nagle ja-mistrz! Wiąże się z tym tytułem zabawna historia. Przyjechałem do domu, triumfując. Z kwiatami, ze statuetką, rozanielony… Bardzo się z tym wszystkim dobrze czułem, bo to był dla mnie wielki zaszczyt. A w domu żona wita mnie słowami: – Nie mogę w to uwierzyć, dali ci mistrza?! Przecież ty mówisz tak, że ja w ogóle nie mogę zrozumieć, co ty mówisz.
Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.
Już od
22,00 zł/mies
Subskrybuj