We wtorek 20 października oczy wielu Łodzian zwrócone były na teren dawnej elektrociepłowni przy ul. Wróblewskiego. O godzinie 10.02 runął pierwszy komin, najwyższy, mierzący 160 metrów. Kolejne eksplozje sprawiły, że przed godziną 10.30 po trzech charakterystycznych budowlach nie było już śladu w miejskiej panoramie. Operację przygotowano z ogromną precyzją. W konstrukcjach wykonano około 1500 odwiertów, w których umieszczono łącznie 120 kilogramów materiałów wybuchowych. Ze względów bezpieczeństwa ewakuowano mieszkańców pobliskiej ulicy Różanej. Całe widowisko obserwowali zgromadzeni w okolicy Łodzianie.
– To był mój pierwszy zakład pracy. Zaraz po wojsku zatrudniłem się tam jako elektryk. Pracowało ze mną kilkaset osób w różnych działach. Mieliśmy nawet własnego lekarza, dentystę i pielęgniarki. Tak kiedyś funkcjonowały zakłady pracy. Pełniłem niełatwe, całodobowe dyżury. EC2 powstała, ponieważ EC1 nie była już w stanie zaspokoić potrzeb rozwijającego się miasta. W tamtych latach budowano mnóstwo bloków mieszkalnych. Głównym zadaniem nowej elektrociepłowni było nie tyle wytwarzanie prądu, ile dostarczanie ciepła do powstających osiedli. Z czasem jej moc okazała się niewystarczająca i z pomocą przyszły EC3 oraz EC4 – wspomina Aleksander (80 l.).
– Mieszkałem zaledwie 300 metrów od elektrociepłowni. Jej widok to część mojego dzieciństwa! Lata 80. i 90. Zakład był dla nas niczym plac zabaw, co oczywiście nie podobało się strażnikom. Nieraz musieliśmy przed nimi uciekać. Urządzaliśmy sobie także próby odwagi – skakaliśmy na hałdy węgla, chodziliśmy po wąskich rurach nad torami. Wszyscy przeżyliśmy (śmiech). Pamiętam też, że raz w roku czyszczono kominy. Towarzyszył temu ogromny hałas, a cały ten brud opadał później na okoliczne podwórka. Wyglądało to tak, jakby latem padał śnieg. Nie tylko dzieci zakradały się na teren elektrociepłowni. Wielu dorosłych doskonale wiedziało, kiedy strażnicy kończyli obchód, i wykorzystywało ten moment, żeby kraść węgiel. Wszyscy przecież mieszkaliśmy w kamienicach ogrzewanych piecami – opowiada Marcin (47 l.).
Decyzję o rozbiórce podjął właściciel terenu – JHM Development z Grupy Mirbud. Kominy były w złym stanie technicznym i nie podlegały ochronie konserwatorskiej. Przez dziesięciolecia stanowiły jednak symbol przemysłowej Łodzi. Sama elektrociepłownia zakończyła działalność już w 2015 roku. Jej miejsce ma teraz zająć zupełnie nowa przestrzeń miejska. Na mniej więcej 20 hektarach zaplanowano budowę blisko 2000 mieszkań, obiekty usługowe, tereny rekreacyjne i zieleń. Historyczna hala maszynowni ma zostać zachowana i zyskać nowe funkcje, między innymi handlowe i gastronomiczne. Niezwykłym elementem projektu będą budynki mieszkalne nawiązujące kształtem do dawnych chłodni kominowych. Pierwsze prace budowlane zapowiedziano na 2028 rok.