Pracowała też w firmie brata, myjąc samochody, a w ósmej klasie zaproponowała dyrekcji, że uruchomi szkolny sklepik. Towar brała od starszej siostry, właścicielki sklepu spożywczego. Gdy wyjechała z rodzinnej miejscowości, by uczyć się w liceum ekonomicznym w Poznaniu, stworzyła pierwszy dorosły biznes – następny sklep. Z tkaninami, ręcznikami, kocami. Pomysł podsunął jej ojciec. – Podpowiedział mi, żebym zajęła się czymś, co już ktoś z naszej rodziny robi. Akurat jeden brat miał hurtownię z takimi rzeczami, wynajęłam więc w pobliskim Kole lokal. Jednocześnie otwierała solaria. Niektóre połączyła z salonami kosmetycznymi. Później wymarzyła sobie lodziarnię w centrum Konina i w 2009 roku marzenie zrealizowała, nawet z nawiązką, bo lodziarnia „Kogel Mogel” rozwinęła się w kawiarnię, restaurację oraz bar. Niestety, biznesy zaczęły upadać. Solaria stały się niemodne, kredyt – coraz trudniej spłacalny, do tego doszły rozwód i choroba. Urząd Skarbowy zajął konto. – Choć miałam trójkę małych dzieci, do moich drzwi nieustannie pukał komornik. O mało nie zlicytowano mi domu. Ogłosiła upadłość. Siostry i bracia oferowali pracę u siebie. Odmówiła. Wymyśliła, że zajmie się rzemieślniczą produkcją lodów. Tak powstało Helado, marka sprzedawana dziś w całej Polsce. A później kolejna firma – sieć lodziarni Beza Krówka. Już pierwszy lokal, w Łodzi, wygrał konkurs na najlepsze lody w mieście. „Gazeta Wyborcza” opublikowała wywiad z właścicielką. – Po tym wywiadzie odezwało się do mnie mnóstwo ludzi, dzięki czemu po trzech latach miałam już kilkanaście franczyzowych lodziarni, a po pięciu – kilkadziesiąt. Dziś jest ich około 140. – W sezonie zatrudniamy 160 osób. Mamy siedzibę i produkcję w Koninie – ta ostatnia zajmuje 1,3 tys. metrów. W ofercie mamy 260 – 270 smaków (…). Są nawet lody dla psów, o smaku wołowiny. I pewnie sukces byłby mniejszy, albo w ogóle niemożliwy, gdyby nie przedsiębiorczość wyssana z mlekiem matki. – Mama zawsze mówiła, że wszystkie jej koleżanki wychowywały dzieci dla siebie, a ona (…) wychowała je dla świata.
Herosi biznesu. Przedsiębiorcze dziecko
– Miałam (...) jakieś 11 – 12 lat, poszłyśmy z siostrą do ogrodu, narwałyśmy zieleniny: sałatę, zieloną pietruszkę itp. i sprzedawałyśmy to na ryneczku we Wrześni – wspomina Katarzyna Lehr.