R E K L A M A
R E K L A M A

Pokusa szafotu. Sprawa z kłodzka nasiliła dyskusje o karze śmierci

Doniesienia o odrażających czynach pedofilskich w Kłodzku sprawiły, że do polskiej debaty publicznej powrócił temat kary śmierci. Nie ma w tym nic zaskakującego: im bardziej społeczeństwo przesuwa się ku prawicy, tym częściej jako odpowiedzi na złożone i bolesne problemy będą powracały rozwiązania najprostsze i najbardziej surowe. Zamiast pytać, skąd się bierze ta pokusa, lepiej zastanówmy się, dlaczego mielibyśmy dziś odpowiadać na nią inaczej niż trzy dekady temu.

Fot. Flickr

Teoretycznie sprawa kary śmierci w Polsce jest zamknięta. Ostatecznie usunięto ją z polskiego prawa w 1997 roku, a jej zniesienie było jednym z warunków wejścia do Unii Europejskiej. Myliłby się jednak ten, kto uznałby, że był to po prostu import gotowego rozwiązania z Zachodu. Debata o zasadności kary śmierci wybuchła w polskiej prasie pod koniec lat 80. (zarówno w obiegu legalnym, jak i niezależnym) po premierze „Krótkiego filmu o zabijaniu” Krzysztofa Kieślowskiego. Film z młodym Mirosławem Baką w roli mordercy skazanego na śmierć pokazywał, że państwo w swojej brutalności niewiele się różni od pospolitego mordercy – a przynajmniej tak został wtedy odczytany.

W tamtych latach głos przeciwko karze śmierci nie był jednak tylko głosem za humanizmem, lecz także głosem przeciwko Polsce Ludowej, dla której najwyższy wymiar kary był nie tylko narzędziem prawa karnego, ale również instrumentem walki politycznej. Wyroki śmierci zapadające w okresie stalinizmu wciąż pozostawały żywe w zbiorowej pamięci, a choć z czasem PRL zaczął sięgać po inne metody opresji niż pokazowe procesy kończące się stryczkiem, skojarzenia pozostawały jednoznaczne.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-04-20

Jan Rojewski