Są w historii ostatnich lat odejścia, które kończą historię. Śmierć Castro na Kubie przełomu nie przyniosła, ale zakończyła dzieje romantycznych rewolucjonistów, którzy później romantyzm unurzali we krwi. Śmierć papieża Jana Pawła II zakończyła historię Kościoła szukającego dla siebie miejsca w świecie szybkich zmian przełomu XX i XXI wieku; śmierć królowej Elżbiety II zakończyła epokę brytyjskiego imperium. Viktor Orbán oczywiście żyje – i pewnie nie powiedział jeszcze w polityce ostatniego słowa – ale jego odejście jest też zmianą epokową. Dla ludzi, którzy głosowali po raz pierwszy, był przecież od zawsze, 30-latkowie pamiętają jego pierwszą kadencję na stanowisku premiera w latach 1998 – 2002, a jeszcze starsi słynną przemowę z 1989 roku na budapeszteńskim Placu Bohaterów, gdy wzywał do wycofania wojsk radzieckich i wolnych wyborów.
Subskrybuj