R E K L A M A
R E K L A M A

Listy do redakcji Angory (29.03.2026)

Listy nadesłane przez czytelników tygodnika Angora. Za wszystkie wiadomości dziękujemy i zachęcamy do dalszego kontaktu.

Fot. Domena publiczna

„Wulgarny jak polski polityk” 

Jak kto kogoś przezywa… 

Kiedy czytałem artykuł o tytule jak wyżej, zamieszczony w ANGORZE nr 10, ogarnęło mnie poczucie sprawiedliwości, że wreszcie ktoś publicznie poruszył temat coraz częstszego stosowania wulgaryzmów, już nie tylko pod „budką z piwem”, ale także wśród elit rządzących krajem. Ostatnio, co mnie do głębi ubodło, to słowa wypowiedziane przez premiera D. Tuska w Stalowej Woli do oponentów programu SAFE o „zakutych łbach”. I od razu znalazł się ktoś z opozycji, kto zawnioskował do Komisji Etyki Poselskiej o ukaranie autora tych słów. A ileż naprawdę chamskich odezwań posłów przeminęło bez echa, a ci, którzy nimi rzucali, nie ponieśli żadnej kary?

Autor cytowanego tekstu przytoczył przykłady wulgaryzmów, które w większości pochodziły z lewej strony sceny politycznej, wobec tego ośmielę się przypomnieć kilka sformułowań wybrzmiałych po prawej stronie tejże sceny. Chyba wielu z nas pamięta spontaniczny krzyk J. Kaczyńskiego skierowany w Sejmie RP do lewej strony sali: „Nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego świętej pamięci brata. Jesteście KANALIAMI”. A potem p. K. Pawłowicz dodała: „Zamknijcie mordy, tak jak prezes powiedział, zdradzieckie mordy”. W styczniu 2024 roku, podczas miesięcznicy smoleńskiej, J. Kaczyński do jednego z oponentów: „ty gówniarzu…, zasrany gnoju”. 9 lutego 2024 roku M. Suski odezwał się do M. Kołodziejczaka w Sejmie: „Wypad gnojowniku… zdrajco”. 20 lipca 2024 roku Patryk Jaki (w Polsacie) powiedział: „W Polsce rządzą bandyci”. 13 stycznia 2023 roku Z. Ziobro w Sejmie: „Tusk i zgraja kolaborantów niemieckich”. 7 lutego 2023 roku P. Czarnek do opozycji: „(…) kłamiecie, kłamiecie i w związku z tym nie macie prawa mierzyć nas swoją złodziejską, bandycką miarą”. W styczniu 2026 roku Marek Suski na posiedzeniu Komisji Kultury: „Z debilami się nie da pracować”.

I takich przykładów mogę przytoczyć jeszcze wiele. Reasumując, gdy słucha się takiego języka, stosowanego prawie legalnie w miejscach publicznych przez ludzi, którzy przecież stanowią elitę narodu, coś się w człowieku wali. W latach 50. XX wieku, kiedy chodziłem do szkoły podstawowej, bywało, że któryś z kolegów powiedział do drugiego: „Ty głupku”. Ale otrzymywał odpowiedź: „Jak kto kogoś przezywa, ten się tak sam nazywa” – i to zamykało mu usta. Może ci dzisiejsi sejmowi przezywacze wezmą to SOBIE DO SERCA. MAREK, Zielona Góra

„Wyższe emerytury i nowe legitymacje” 

Tniemy koszty za wszelką cenę! 

Po przeczytaniu tekstu pt. „Wyższe emerytury i nowe legitymacje” (ANGORA nr 10) widzę, że Polska jest bardzo bogatym krajem. Ale takim, który nie musi liczyć się z potrzebami społecznymi. Jak rządzący wyobrażają sobie praktyczne zastosowanie dodatku pielęgnacyjnego ZUS w wysokości 366,68 zł? Albo zasiłku pielęgnacyjnego 215,84 zł miesięcznie dla osoby z orzeczonym znacznym stopniem niepełnosprawności? Te świadczenia się nie sumują – albo jedno, albo drugie. I jak to ma zapewnić możliwość poprawy funkcjonalnej takiego „beneficjenta”?

Władze zajmują się regulacjami wszelkiego rodzaju, jadąc po bandzie. A dlaczego w orzecznictwie ZUS skala Barthel służąca do przesiewowej oceny możliwości funkcjonalnych w zakresie samoobsługi pozwala na uznanie kogoś za niezdolnego do samodzielnej egzystencji i potrzebującego opieki innej osoby już przy 60/100 i poniżej punktów w tej skali, ale w orzecznictwie o niepełnosprawności próg ten wynosi 40/100 punktów (i poniżej). I świadczenie dla osoby wymagającej opieki według ZUS to 366,68 zł, ale według niepełnosprawności to tylko 215,84 zł. Pewnie dla zmyłki jedno nazywa się dodatkiem, a drugie zasiłkiem… Przecież dotyczy to identycznego stopnia funkcjonalnego tej samej osoby. I to tym zajmuje się ministerstwo „rodziny” przy ul. Nowogrodzkiej.

Jedna skala, jeden potrzebujący, to samo zdrowie i sprawność – ale dwie różne oceny tego samego. Czyli według orzecznictwa ZUS ktoś wymaga opieki, ale w ocenie niepełnosprawności już niekoniecznie. Schizofrenia rządzących? Tniemy koszty za wszelką cenę? Pan minister Gawkowski w telewizji poinformował, że był w Australii na rozmowach w sprawie regulacji dostępu do nieodpowiednich treści w internecie dla dzieci. Od lat istnieje możliwość spotkań w systemie wideokonferencji… ale kto bogatemu zabroni?

Pan minister Domański z radością podzielił się z telewidzami informacją, że Polska dwukrotnie zwiększyła swe wydatki związane z technologiami kosmicznymi. A więc i obowiązkowe składki na różnego rodzaju organizacje i stowarzyszenia tego typu. Ja chętnie bym się do tego podłączył. Mógłbym wtedy sobie podróżować po całym świecie w ramach zjazdów, sympozjów i narad wszelkiego rodzaju. A całostronicowe reklamy? Oto jedna z gazet regionalnych w weekendowym wydaniu zamieściła informację na całą stronę, że „markę PGNiG zastąpiła marka ORLEN”. Tylko po co? Zapewne reklamodawca tłumaczyłby się „względami ekonomicznymi”, ale takie postępowanie służy tak naprawdę finansowemu pompowaniu określonej grupy wydawców. Przed wielu laty redaktor Jerzy Urban skrytykował to zjawisko w odniesieniu do reklamującego się monopolisty zbrojeniowego (w konkretnej gazecie, głównie z tego żyjącej). Skontaktował się wtedy z reklamodawcą w celu zakupu czołgu, no bo producent chyba szukał klientów, skoro zamieścił informację. Pan Jerzy odsyłany był na różne sposoby. Ostatecznie czołgu mu nie sprzedano. MICHAŁ WOŁODYJOWSKI

Targowica bis

Nie wiem, kto był inicjatorem: sam zainteresowany czy też wykonano telefon z Belwederu i zaproszono na pogawędkę byłego ministra finansów prof. Grzegorza Kołodkę. Jeśli zrobił to sam, to nie wiem, czy chodziło mu o Polskę bezpieczną nie tylko w silniejszej armii, bezpiecznej granicy, doposażonej policji oraz SOP-u, czy też chodziło mu o Polskę w epoce Sejmu Wielkiego, który w przymierzu z ówczesną Rosją chciał utrzymać przywileje szlacheckiej klasy próżniaczej i ówczesnej oligarchii arystokratycznej. Przypuszczam, że Kołodko podpowiedział (p)rezydentowi coś o rezerwach złota, ten kazał zawołać prezesa NBP Glapińskiego, coś tam sobie pogadali i podeszli do mikrofonów. Dlaczego? Ponieważ postanowiono uprawiać zwykłe i chamskie kuglarstwo, przeciągając ogłoszenie decyzji ws. unijnego SAFE, zgłaszając plan alternatywny, który podoba się starcowi z Żoliborza, ale zdecydowanej większości Polaków – nie. Cel mają jeden: odzyskanie władzy po trupie Tuska.

To łączy „trzy konfederacje”: PiS, Mentzena z Bosakiem i braunowców w myśl zasady: „siła złego na jednego, a w Polsce jak kto chce”. Bo im razem z Glapińskim nie chodzi o Polskę, tylko o odzyskanie pełnej kontroli nad państwem, by mogli swobodnie kraść, uprawiać prywatę pod płaszczykiem jedynych prawdziwych patriotów i obrońców niepodległości. Gra idzie o władzę totalną nad państwem i nad moimi rodakami. Na tej zbójeckiej drodze mają dwie przeszkody: rząd Tuska i jego lojalność względem UE. Dlatego chcą rozbić rząd i wyprowadzić Polskę z UE. Te cele są zbieżne z polityką Trumpa, ale rozbieżne z interesem RP. Notoryczne podważanie przez konfederacki triumwirat polityki rządu, z jednoczesnym jego lawirowaniem i zręczności dyplomatycznej z Trumpem – Rosja Putina znów odgrywa rolę z  czasów Targowicy, co angażuje duże siły i środki całego państwa. SAFE to program nie tylko racjonalny, ale i przyszłościowy. Od rana do wieczora tłumaczony w TV, radiu i w prasie przez koalicjantów 15 Października, ekonomistów, samych wojskowych, którzy to opracowali, biznesmenów i kooperantów, nie dociera do łbów tej pislamskiej hołoty z jednego powodu – byłoby dla nich zgrozą, gdyby Tusk i jego koalicjanci z PSL na czele mogli chwalić się w przyszłorocznej kampanii wyborczej do parlamentu. 

Co dalej? Czysta, brudna, antynarodowa polityka rodem z ksiąg polskiej głupoty i hańby rękami Nawrockiego i Czarnka wszelkimi sposobami, aż do skutku i pod każdym pretekstem. Krętactwo z podpisem pod SAFE na obronę Polski i Europy przed Rosją to już nie głupota, lecz ZDRADA. Tylko debile nie rozumieją, że za obecne zaniechania za chwilę będziemy płacić nie wirtualnymi bitcoinami, tylko krwią. Oby nie. K.J.

Głupcy i tchórze

Tak bym określił sporą część polityków Europy. 28 lutego 2026 r. USA i Izrael bandycko napadły na Iran. „Suwerenny” Zachód nabrał wody w usta i coś ględzi o teherańskim reżimie. Fakt, to nie jest wzór praw człowieka i demokracji. Ale na ten temat nie powinien wypowiadać się Trump, który w USA chce ograniczyć prawa wyborcze obywatelom, poddać wybory nadzorowi Białego Domu. Trump łamie amerykańskie prawo, ignoruje wyroki sądu, robi łapanki „niewłaściwych”, grozi sąsiadom aneksjami, porywa władze suwerennych państw; myśli, jak okraść Ukrainę po bezwarunkowej kapitulacji wobec Rosji. Ogólnie chce być Putinem USA i głównym rządzącym świata. Już taki kiedyś był… 

A Europa (Unia) działa jak Paryż i Londyn przed drugą wojną światową. Czyli boi się sensownych działań, bo rozdrażnią Trumpa. I co? Nałoży on nowe cła lub, obrażony, napadnie na Kanadę i Grenlandię? To jego metoda działania: brać po kawałku. Już taki kiedyś był… A głupia i tchórzliwa Europa na to pozwala. A ustępstwa nakręcają kolejne działania. Tu nie ma z kim rozmawiać! Jak Europa (Unia) chce być ważnym podmiotem na świecie, to musi zacząć działać. Wiedział to Churchill, dzięki czemu demokracja z normalnością przetrwały do dziś. Prawdopodobnie teraz są ostatnie chwile, by uratować pokój i demokrację. Po mundialu może być za późno.

Prawdą jest, że, długofalowo, to USA bardziej potrzebują Starego Kontynentu niż odwrotnie. Iran to reżim zbrodniczy. Ale to nie ajatollahowie destabilizują Bliski Wschód, tylko Izrael, napadając i terroryzując arabskich sąsiadów. To utrzymywany przez USA Izrael grozi pokojowi w tamtym rejonie. Tak samo Iran nie grozi USA. Dziwicie się, że Iran chce broni jądrowej? Gdyby ją miał, to Trump umawiałby się z irańskimi przywódcami na kawę; jak z Kimem. Pomaganie opozycji w Iranie nie wymaga bandyckich ataków.

Zasłanianie milczenia wobec kolejnej agresji Trumpa „losem Irańczyków” to oszustwo kryjące tchórzostwo Europy (Zachodu). Nic dobrego z tego nie będzie. Tylko dalsze „pokojowe” wyczyny miłującego pokój Donalda. I nowe kapitulacje Brukseli. Bierna, bojąca się obrazić Trumpa Unia (Zachód) to niewydolny organizm pogrążający się w chaosie i dryfujący do rozpadu (katastrofa dla Polski!).

„Brukselo”, uświadom sobie: tu nie ma z kim rozmawiać; Trump w niczym nie ustąpi bez zdecydowanego, zorganizowanego oporu. Będzie straszył i brał, aż zniszczy samodzielność Europy. PIOTR J.

Płaca za pracę

Mam ogromny kłopot ze zrozumieniem, jak może istnieć zakład pracy, gdzie zatrudniony pracownik przestał pracować, a pracodawca nadal przesyła na jego konto miesięczne wynagrodzenie. Mam na myśli Sejm oraz panów Ziobrę i Romanowskiego. Pracodawca, zatrudniając osoby, wymaga przestrzegania warunków zatrudnienia, między innymi rzetelnej pracy na rzecz firmy i obecności w firmie zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami. Zatrudniony, który samodzielnie opuszcza stanowisko pracy, jest zwolniony i najczęściej jest to zwolnienie dyscyplinarne.

W przypadku zwolnienia lekarskiego ZUS ma prawo skierować taką osobę na komisję lekarską, a niestawiennictwo się na niej jest potwierdzeniem słuszności rozwiązania umowy o pracę w trybie dyscyplinarnym. Tak jest w każdym zakładzie pracy w Polsce, ale, niestety z jednym wyjątkiem. Tym wyjątkiem jest Sejm Rzeczypospolitej. Panowie Ziobro i Romanowski samowolnie zrezygnowali z pracy, a pracodawca nadal wypłaca im miesięczne wynagrodzenie. Po kilku miesiącach podobno wstrzymano im wynagrodzenia, ale – co jest naprawdę śmieszne – pozostawiono część na drobne wydatki. Gdyby takie zasady panowały na rynku pracy w Polsce, Polska byłaby jedynym krajem na świecie bez pracowników.

Ludzie zatrudnialiby się w zakładach pracy, po czym rezygnowali, wyjeżdżając sobie do ciepłych krajów, a na ich konta wpływałyby comiesięczne wynagrodzenia. Mówi się dużo o tym, że wszyscy obywatele są równi wobec prawa, że trzeba się pozbyć świętych krów itd., itp., lecz widać, że nadal święte krowy doskonale pasą się na naszych pastwiskach. Chcecie, Panie i Panowie posłowie, żeby społeczeństwo oceniało Waszą uczciwość powyżej 30 proc., musicie pozbyć się tych niezrozumiałych dla nas, przeciętnych obywateli, dziwnych praw i wdrażać w życie te hasła, którymi tak lekko szafujecie, czyli równe prawa dla wszystkich (…). ANDRZEJ JANIEC

Dopóki się ruszasz, dopóty żyjesz

Wypoczywałem w Jaworkach, na nartach. To piękne miejsce dla początkujących narciarzy oraz emerytów śmigów i szusów jak ja. Kiedyś uczyłem jazdy, teraz cieszę się swobodą zjazdów. Tak. Ortopeda wyraźnie stwierdził: dopóki się ruszasz, to żyjesz, jak nie, to już tylko wegetujesz. Dlatego właśnie szusuję lub wędruję po okolicznych dolinach i górach. A jest gdzie chodzić bez względu na pogodę. Zresztą aura wyjątkowo dopisuje, więc śmigam na nartach codziennie do popołudnia. Stok znakomicie przygotowany, bardzo sympatyczna obsługa wyciągu oraz restauracji, gdzie jem obiady. W narciarni prawdziwi fachowcy dobierają sprzęt.

Po prostu – raj na ziemi. Wjeżdżając wyciągiem, rozmawiałem z narciarzem ze Śląska. Pojechał z rodziną na siedem dni w Alpy. Przez trzy dni były takie opady śniegu i zamiecie, że nie opuścili kwatery. Dwa następne dni była zawieja. Ile zostało im na narciarskie szusy? Prędko zwinęli się i na drugi tydzień ferii przyjechali do Jaworek. A tu „słoneczne Dolomity”! Stok gładki jak stół, na górze rozległy łagodny, idealny do rozjeżdżenia się i już piękna ścianka… A jeszcze regularnie ustawiany niełatwy slalom do dyspozycji. Do tego cudowny widok na góry z Pasmem Radziejowej i… pierwsze bazie. Czy to już przedwiośnie? 

A wracając do slalomu. Syn współwłaściciela wyciągu Michał Barnaś, uczący adeptów codziennie po 6 – 7 godzin w szkółce narciarskiej, wieczorami na tym właśnie stoku trenował przed Mistrzostwami Polski Amatorów, jakie 21 lutego odbyły się na Jaworzynie Krynickiej. Wziął w nich udział. Pojechał znakomicie, zajmując zaszczytne trzecie miejsce w swojej kategorii, zmagając się z zawodnikami posiadającymi najdroższy sprzęt i trenerów narciarskich. Jestem pod wrażeniem jego wyczynu. Ale… zaniosłem się śmiechem, gdy poznałem nagrody dla najlepszych w Polsce amatorów. Nasz bohater dostał bon… na sto złotych do reali zacji w wyznaczonym sklepie sportowym. Tak jest! Jeden z uczestników zawodów, równie zniesmaczony nagrodą, stwierdził, że wszystkie nagrody łącznie kosztowały tyle, co wynagrodzenie za weekend pracy działacza. Istny kabaret w wykonaniu Polskiego Związku Narciarskiego. Żenada. 

Niedawno na zaproszenie pani Marii Dulak byłem na spotkaniu z emerytami. Opowiadałem o swoich dalekomorskich rejsach, gdy byłem rybakiem, oraz o swojej pracy pilota wycieczek po Europie. Zachęcałem do codziennej rekreacji, spacerów i odwiedzin polskich wysp morskich, których stolicą jest Świnoujście. Polska jest przepiękna, co należy doceniać i poznawać nasz kraj. Pod koniec lutego odbyły się w Jaworkach zawody dla dzieci z Ochotnicy z takimi nagrodami, jak te z mistrzostw Polski. Tak… Ale i tak warto śmigać na stoku, bo szkoda czasu na stratę czasu. Pozdrawiam serdecznie, góral z urodzenia WRZESŁAW MECHŁO

Trzecia Droga donikąd

Są w polskiej polityce postaci, które nieprzerwanie mówią o odpowiedzialności, a jednocześnie z zadziwiającą lekkością handlują nią na politycznym targu. Lider ludowców – ten, którego nazwiska wymieniać nie trzeba – od lat kreuje się na rozsądny środek, na gwaranta stabilności, na uosobienie „umiarkowania”. Tyle że za tym wizerunkiem kryje się seria decyzji, które na trwałe zmieniły scenę polityczną – i to tylko na gorsze. To on wprowadził do Sejmu antysystemowych krzykaczy typu Kukiz czy Mejza, nadając im powagę i legitymację. Gdy inni ostrzegali, że flirt z populizmem skończy się źle, on opowiadał o „poszerzaniu centrum” i „nowej jakości”. A oznaczało to otwarcie drzwi dla ludzi, którzy z parlamentu uczynili happening. Bez jego politycznego parasola wielu z nich nigdy nie przekroczyłoby wyborczego progu.

To nie był wypadek przy pracy, ale świadoma strategia. Kalkulacja, że kilka dodatkowych mandatów jest warte ryzyka obniżenia standardów debaty publicznej. Potem przyszedł projekt pod wzniosłą nazwą Trzecia Droga. Brzmiało jak obietnica świeżości, a było klasyczną operacją marketingową: zebrać rozproszonych, opakować w hasła o rozsądku i sprzedać jako alternatywę dla „wiecznej wojny”. Konstrukcja od początku była chwiejna, oparta bardziej na lęku przed politycznym niebytem niż na wspólnym programie. To on był jej architektem i głównym beneficjentem – zręcznie ustawiając się w roli języczka u wagi, bez którego nic się nie wydarzy. Mało tego. To on przekonał największą partię opozycyjną, by oficjalnie firmowała ten eksperyment. Bez tego wsparcia „trzeciodrogowy” projekt mógłby skończyć już na starcie. Ale udało się – dzięki politycznemu handlowi.

W zamian za kilka punktów procentowych i złudzenie pluralizmu otrzymaliśmy kolejny byt, który bardziej skomplikował układ sił, niż go uporządkował (…). Problem polega na tym, że cała ta strategia – wiecznego balansowania, wchodzenia w sojusze z każdym, kto akurat daje polityczny tlen – jest przedstawiana jako wyraz odpowiedzialności. Tymczasem coraz częściej wygląda jak polityka bez kręgosłupa. Bo odpowiedzialność to nie tylko umiejętność dogadywania się z każdym. To także zdolność powiedzenia „nie”, gdy stawką są standardy. 

Jednocześnie widać, że PSL, któremu przewodzi, skurczył się do garstki działaczy skupionych wokół wodza, że zaniedbano zupełnie instytucje, które były symbolami ruchu ludowego, jak chociażby „Zielony Sztandar”, który – choć istnieje niemal od stu lat – jest widywany na rynku rzadziej niż Kometa Halleya na niebie. W dodatku wypełniony jest tylko zdjęciami prezesa, czasem w towarzystwie Kukiza lub Hołowni. Kto będzie jego następnym kompanem? Braun? Mentzen? Czarnek? Wiem, że brzmi to dziś absurdalnie, ale po szefie ludowców spodziewać się można niemal wszystkiego. 

Polityka to gra interesów – to jasne. Ale są momenty, gdy lider pokazuje, czy jest tylko zręcznym taktykiem, czy także kimś, kto bierze odpowiedzialność za długofalowe skutki swoich ruchów. W przypadku tego konkretnego polityka bilans wciąż czeka na uczciwe podsumowanie. I im dłużej trwa opowieść o „rozsądnym środku”, tym wyraźniej widać, że środek ten bywał raczej wygodnym miejscem do manewrowania niż punktem oparcia dla zasad. ANDRZEJ ZAWADZKI 

2026-03-23

Angora