Autor książki „Idiokrutacja”, przedsiębiorca ukrywający się pod pseudonimem Grzegorz Nożownik, przez trzy lata prowadził eksperyment. Wysłał niemal dwa tysiące CV, odbył setki rozmów i doszedł do wniosku, że branża rekrutacji w Polsce to dziś patologia, samowolka, zero standardów i brak odpowiedzialności. Pierwsza selekcja jest czynnością czysto techniczną. Program skanuje CV w poszukiwaniu kluczowych słów. A ponieważ nie rozumie sensu zdań, odrzuca kandydata, który napisał: Prowadziłem czterdziestoosobowy zespół sprzedaży na pięciu rynkach. Zaakceptuje jednak takiego, który użył sformułowania: Zarządzanie zespołem – 40 osób/5 rynków. Liczy się nie treść, lecz dopasowanie do kodu.
Kiedy CV przejdzie przez sito algorytmu, zaczyna się kolejny etap. Rekruterzy – często zawaleni robotą – poświęcają na analizę jednego CV od pięciu do siedmiu sekund, czyli tyle, ile trwa przeczytanie pierwszych dwóch linijek. Później przystępują do rozmowy z kandydatem. Z 300 rozmów, które odbył autor książki, tylko cztery były merytoryczne. Prowadzili je właściciele firm. Reszta przypominała casting do telewizyjnego show. Kandydaci muszą odpowiadać na pytania typu: Opisz siebie jako kolor albo Pierwsze skojarzenie ze słowem „sznurowadło”. Następnym kuriozum są testy psychologiczne klasyfikujące ludzi według schematów osobowości. Autor książki usłyszał kiedyś radę, by nie przyznawać się, że został zaliczony do kategorii „wizjoner”.
– Wizjonerzy są niechętnie widziani w firmach – wyznał rekruter. Ponoć pracodawcy wolą pracowników przewidywalnych. Najbardziej bolesny jest jednak tzw. ghosting. Kandydat przechodzi kilka etapów rozmów, przygotowuje materiały, czasem tygodniami pracuje nad zadaniami rekrutacyjnymi, po czym… zapada cisza. Ponad 90 proc. osób aplikujących do pracy w Polsce nigdy nie dostaje informacji, że zostały odrzucone. Co stało się z przygotowanymi przez nie projektami? Znikają w firmowych archiwach. Nie wiadomo, czy ktoś ich bezprawnie nie wykorzystał lub nie wykorzysta w przyszłości. – Wpadłbym w depresję, gdybym naprawdę szukał pracy – twierdzi Grzegorz Nożownik.