R E K L A M A
R E K L A M A

Nowość na starym poziomie. Recenzja nowego modelu Reanulta Clio

Zaskoczenia nie było. Renault, zdając sobie sprawę, jak ważnym modelem jest miejskie Clio, wprowadziło do oferty nową, szóstą generację. Bez kombinowania i przeprowadzania ryzykownej rewolucji. Mamy do czynienia z dopracowanym miejskim samochodem, który w najmocniejszej, 160-konnej hybrydowej odmianie, potrafi zapewnić frajdę z jazdy. Hit sprzedaży murowany? Dziwne, gdyby było inaczej...

Fot. Maciej Woldan

Bez rewolucji nie oznacza jednak pozostawienia tego, co było. Przeciwnie, na pierwszy rzut oka Clio numer pięć i numer sześć to zupełnie różne samochody. O kompletnie innej stylistyce. I właśnie wygląd zewnętrzny nowej odsłony stał się tematem zajadłych dyskusji ludzi zainteresowanych motoryzacją. Zanim odebrałem kluczyki prasowego egzemplarza, zdążyłem się nasłuchać od kolegów dziennikarzy i naczytać internetowych komentarzy, jak to bardzo Francuzi „popsuli Clio”. Nie do końca chciało mi się wierzyć, znając potencjał francuskich stylistów i ich zamiłowanie do dopieszczania zwłaszcza małych aut… Jasne, widziałem wcześniej zdjęcia wyczekiwanej nowości, ale wiedząc, jak efektownie wykonane fotografie potrafią zakłamywać rzeczywistość, wolałem zaczekać z wydaniem osądu, żeby ewentualnie podyskutować o tym, o czym teoretycznie się przecież nie dyskutuje. Gusta, guściki…

Na placu przed warszawskim salonem czekały dwa egzemplarze. Pierwszy, w rewelacyjnym czerwonym kolorze przypominającym słynny odcień Mazdy, prezentował się kapitalnie. Drugi, szary, nie zwracał na siebie aż takiej uwagi, ale z pewnością nie zasłużył na to, żeby wytykać mu brzydotę. Szybko zrozumiałem, co wzbudziło kontrowersje i czemu nowe Clio jest rzekomo takie szkaradne. Zapewne poszło o front pojazdu – z bardzo dużą atrapą chłodnicy na kształt rozdartej paszczy, która wcale mnie nie przeraziła.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-03-09

Maciej Woldan