– Zacznijmy od tego, że Dubaj i kraje arabskie w mediach społecznościowych są przedstawiane jako raj. U ciebie w książkach jest zupełnie przeciwnie – często to piekło. Gdzie tak naprawdę leży granica między marketingiem a rzeczywistością?
– Nie zgodziłbym się do końca z jednym i z drugim skrajnym określeniem. Faktem jest, że Dubaj uwielbia pokazywać się światu jako absolutny raj na ziemi. W moich książkach ten obraz występuje w bardzo różnych postaciach, bo zawsze powtarzam: Dubaj to fantastyczne miejsce na wakacje, ale trzeba mieć z tyłu głowy, że potrafi być pułapką. To działa jak w każdym innym miejscu na świecie – możesz się czuć tam wspaniale, ale możesz też nagle odczuć realne zagrożenie. Dubaj jest jednak o tyle specyficzny, że stanowi swoistą pułapkę dla ludzi z Zachodu. Kusi nas tym, że wydaje się bardzo podobny do świata, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Oferuje iluzję wolności, która w rzeczywistości jest dosyć mocno ograniczona. Przykładowo: w klubie możesz tańczyć i pić alkohol, ale gdy tylko z niego wyjdziesz, nie wolno ci już tańczyć publicznie, a bycie pijanym na ulicy jest uznawane za przestępstwo, które potrafi przysporzyć turyście gigantycznych problemów.
Subskrybuj