Według muzykologów to najstarsza forma polifoniczna, a to, jak piszą autorzy, tę myśl potwierdza. Ich głosy dopełniają się, współbrzmią harmonicznie. Narracje przenikają się wzajem, uzupełniają fakty i emocje. On, jeden z najwybitniejszych aktorów swego pokolenia, o światowej karierze, ona, mądra, uważna, która potrafiła znaleźć miejsce u boku artysty, wcale niepodrzędne. Oboje opisują historie te same lub różne, ale dające jednorodny obraz życia pracowitego, udanego i niezwykłego. Wiele epizodów z życia Daniela Olbrychskiego znamy, ale relacja Krystyny Demskiej-Olbrychskiej ich nie dekomponuje, postaci nie odbrązawia, przeciwnie – dopełnia paletą własnych wrażeń, wspomnień i czułości. Oba głosy tego niezwyczajnego kanonu malują podwójną biografię ludzi ciekawych świata i budzących ciekawość innych.
Wiele wątków biograficznych w tej liczącej niemal pół tysiąca stron opowieści, a nie sposób byśmy je wszystkie zinwentaryzowali, wiążą się z Drohiczynem, arkadią, o której Daniel Olbrychski mówi zawsze z miłością. „Tutaj mój mąż nie jest specjalną atrakcją” – pisze Demska- Olbrychska. – „Wśród mieszkańców są albo jego dalecy kuzyni, albo szkolni koledzy. W końcu pierwszych jedenaście lat życia spędził właśnie tutaj. Miejscowi na ulicy pozdrawiają, witają się, pytają, co słychać, czasem poproszą, żeby dorzucić się do flaszki”.
Krajobrazy dzieciństwa i echa historii
Miasteczko musi być jednak niezwykłe, a certyfikat niezwykłości nadał Drohiczynowi Czesław Miłosz, który oglądał drohiczyńskie pejzaże, by „spotkawszy Daniela w Warszawie, powiedzieć mu: – W Drohiczynie, podziwiając widoki, zrozumiałem, dlaczego pan tak pięknie mówi wiersze naszych wieszczów. I ich, i pana ukołysały takie same krajobrazy…”.
Subskrybuj