Jaka ma być polska szkoła? Rozmowa ze SŁAWOMIREM BRONIARZEM

Rozmowa ze SŁAWOMIREM BRONIARZEM, prezesem Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Rys. Mirosław Stankiewicz

– Właśnie wrócił pan z Ministerstwa Edukacji Narodowej. Jak przebiegały rozmowy?

– W miłej i sympatycznej atmosferze. W niektórych sprawach się różnimy, ale pani minister chce rozmawiać.

– W kampanii wyborczej Donald Tusk obiecywał podwyżki dla nauczycieli w wysokości 30 proc., nie mniej niż 1500 zł do wynagrodzenia zasadniczego. Tymczasem jak czytam na stronach ZNP te podwyżki wyniosą od 1,1 do 1,3 tys.

– Przyjmuję to do wiadomości, bo w tej chwili założenia budżetowe nie pozwalają na realizację tego celu. Niemniej dla jasności sprawy musimy powiedzieć, że od 2009 r. nie było tak dużych podwyżek. Po raz pierwszy chyba politycy i społeczeństwo zobaczyli, jak dramatycznie niskie jest wynagrodzenie nauczycieli, skoro osoba po 20 latach pracy, będąca nauczycielem dyplomowanym, nie może tej podwyżki przełożyć na 1500 zł wzrostu wynagrodzenia.

– Mówi pan o nauczycielu dyplomowanym, a więc najwyższym stopniu w tym zawodzie. Tymczasem nauczyciel początkujący czy mianowany zarabia prawie tyle samo. Różnice są symboliczne. Czy może to ich zmotywować do pozostania w zawodzie?

– O tym cały czas mówimy, rozmawiamy i będziemy rozmawiać. Między nauczycielem, który zaczyna pracę w zawodzie, a mianowanym różnica wynosi 147 zł. To jest zdecydowanie antymotywacyjne. Wiele złego w zakresie spłaszczenia wynagrodzeń zrobił minister Czarnek, który w latach 2022 – 2023 de facto inwestował tylko w nauczycieli zaczynających pracę w zawodzie, co doprowadziło do tej minimalnej różnicy w płacach. Chcemy zdecydowanego rozwarcia nożyc płacowych. Mamy konkretne propozycje, które przedłożyliśmy ministerstwu, ale gdybyśmy przesunęli termin tych podwyżek, to nauczyciele by tego nie zaakceptowali.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2024-02-12

Krzysztof Różycki