Zeznania wówczas składała Katarzyna R., synowa oskarżonego. Świadek zeznała, że teściowie byli schorowanymi ludźmi, ale mieli też ciężkie charaktery.
– Zdecydowanie oboje wymagali pomocy, ale tak naprawdę chyba jej nie chcieli.
– Jak należy to rozumieć? – pytał sąd.
– Umawiałam się z nimi, na przykład, na mycie okien i jak przyjechałam, okna były już umyte. Zdarzyło się też tak, że chciałam teściowi pomóc przy wymianie opon w samochodzie i jak przyjechałam, już były wymienione. Tak to wyglądało, proszę wysokiego sądu. Niemniej przyjeżdżaliśmy do nich z mężem, ale nie było nam też łatwo, bo oboje pracowaliśmy.
– Jak często państwo się pojawiali w domu oskarżonego i jego żony?
– Na pewno raz w tygodniu i w weekendy. Ostatnio nie spędzaliśmy nawet razem świąt, bo nie byli w stanie wejść do nas na trzecie piętro, a sami mieli zbyt małe mieszkanie. Po Wigilii przywieźliśmy im po prostu jakieś jedzenie.
Subskrybuj