Zaczęło się późną jesienią, kiedy jak co roku opustoszała ul. Szklana, łącznik między nabrzeżem rzeki Regalicy a szczecińskim Osiedlem Podjuchy. Latem jest tam pięknie, ale zimą można tylko psy wyprowadzać. – I właśnie od moich spacerów z psami się zaczęło – opowiada Adrian Krasiński, mieszkaniec Podjuch. – Na terenie dawnego składu węgla coś zaczyna rosnąć. Jeżdżą ładowarki, koparki, a z ziemi wychodzą jakieś stalowe budowle. Zbiorniki? Silosy? Myślę: może magazyny dla pobliskiej jednostki wojskowej, cholera wie. Jestem inżynierem budownictwa, więc zacząłem szukać żółtej tablicy informacyjnej: kto i co buduje. Patrzę z jednej strony, z drugiej. Nic nie ma. – Potem zaczęli ciąć, spawać, a maszyny wyły nawet w nocy przez okrągły tydzień – dodaje Joanna Kopeć, szefowa rady osiedla. – No i dogrzebaliśmy się do jakiegoś obwieszczenia prezydenta Szczecina, że tu ma być ta nieszczęsna baza paliw. Tyle że ona już powstawała – bez żadnych informacji i konsultacji!
Na blisko 10-tysięczne osiedle bloków i domków, z których najbliższe stoją niespełna 200 metrów od budowy, padł blady strach.
Bez pozwolenia
Radna Kopeć: – Pierwsze pismo do prezydenta miasta napisaliśmy w grudniu, ale nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi. Ustaliliśmy z lokalnymi mediami, że to wszystko jest kompletnie nielegalne!
Za tajemniczą inwestycją stoi firma paliwowa Oktan Energy należąca do Iwony Bobrek, szóstej na liście najbogatszych Polek. Na 4 ha działki w Podjuchach przedsiębiorstwo buduje siedem gigantycznych zbiorników, wysokich prawie na 30 metrów, mieszczących ponad 160 tysięcy ton paliwa! Co jednak najważniejsze, Oktan rozpoczął i prowadził w ekspresowym tempie budowę, nie mając żadnych wymaganych prawem pozwoleń! Mimo to inwestycja od razu ruszyła z kopyta, a nieistniejąca formalnie budowa postępowała bez kierownika budowy, przewidzianego prawem nadzoru itd.
Inż. Adrian Krasiński: – Oktan mówi, że będzie tam przechowywać olej napędowy, ale decyzja środowiskowa dopuszcza napełnianie zbiorników benzyną i gazem. Już sam brak nadzoru przy takiej budowie oznacza ryzyko katastrofy ekologicznej, a dla nas śmiertelne zagrożenie!
Mieszkańcy zaczęli działać. Kiedy z początkiem kwietnia sprawę nagłośniły media, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego potwierdził, że budowa jest nielegalna i nakazał jej natychmiastowe wstrzymanie. – Nigdy nie spotkałem się z taką skalą samowoli – mówił do mikrofonów Mariusz Czasnojć ze szczecińskiego PINB. Sprawa trafiła też pod obrady rady miasta. – Nikt nie przypuszczał, że ktoś może tak bezczelnie złamać prawo – komentowała Maria Bohuń, radna Szczecina z Podjuch. Tymczasem dyrektor techniczny Oktanu Cezary Krzysik powiedział wprost, że firma rozpoczęła budowę bazy paliw bez pozwolenia, bo „zależało jej na czasie”. Wyszło też na jaw, że Oktan rozpoczął już starania o „legalizację” przedsięwzięcia. Mieszkańcy zrozumieli, że łamanie prawa było częścią planu z góry założonego przez inwestora.
Urzędnicy mogą bowiem zamiast nakazu rozbiórki nielegalnych zbiorników wybrać inną ścieżkę – przewidzianą przepisami legalizację budowlanej samowoli, pod warunkiem zdobycia przez Oktan Energy brakujących pozwoleń i zapłaty wysokiej kary. Może być ona liczona na miliony, ale firmę należącą do miliarderki stać na taką stratę.
Miliarderka z urzędu miasta
W ostatnich tygodniach, gdy sprawa stała się głośna, misterny plan Oktan Energy zaczął się jednak pruć, bo urzędnicy postanowili pokazać, że mają wpływ na sytuację. Prezydent Szczecina – w porozumieniu z wyjątkowo zjednoczoną radą miasta – zaczął działać. Rada powiadomiła o samowoli wszystkie odpowiednie urzędy, w tym prokuraturę, a prezydent wstrzymał wydanie Oktanowi warunków zabudowy na 18 miesięcy, czyli maksymalny przewidziany prawem okres. Bez tego Oktan nie może dostarczyć do nadzoru budowlanego „kompletu dokumentów” wymaganych do legalizacji przedsięwzięcia. Półtora roku – według aktualnego planu urzędników – ma wystarczyć z kolei szczecińskiej radzie miasta na uchwalenie planu zagospodarowania przestrzennego, który w miejscu, gdzie wyrosły zbiorniki, wykluczałby tego rodzaju inwestycje. Wtedy Oktan musiałby ustąpić i rozebrać, co postawił.
Jakby pogwałceń prawa przez Oktan było mało, okazało się, że podczas nielegalnej budowy inwestor nie przestrzegał wskazówek wynikających z jedynego zdobytego przezeń dokumentu – „decyzji środowiskowej”. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska ustaliła, że firma „przesunęła” budowę w stronę rzeki, niszcząc chronione siedlisko bobrów. Z tego powodu RDOŚ wystąpiła do urzędu miasta o unieważnienie wydanej wcześniej decyzji.
Firma Oktan jednak nie ustępuje. – Jesteśmy w przewidzianej prawem procedurze legalizacji i liczymy na to, że organy państwa będą z nami współpracować – twardo stawia sprawę Kacper Stukan, pełnomocnik Oktanu, który złożył już zażalenia na decyzje urzędników. Ten młody prawnik, znany m.in. z reprezentowania posła PiS Dariusza Mateckiego i tzw. obrońców granic, to jedyny dziś człowiek wypowiadający się oficjalnie w imieniu Oktanu. Szefowie i właściciele firmy nabrali wody w usta, a pisma kierowane do przedsiębiorstwa przez media pozostają bez odpowiedzi.
Oktan Energy & V/L Service, bo tak brzmi pełna nazwa spółki, to ciekawa i tajemnicza firma. Działa od blisko 30 lat i zajmuje się produkcją, importem, sprzedażą i magazynowaniem paliw, dysponuje nawet własnym tankowcem. Majątek właścicielki, 64-letniej dziś Iwony Bobrek, szacowany jest na blisko 2 miliardy złotych. Siedziba spółki mieści się w ubogim biurowcu na obrzeżach Szczecina (na zewnątrz budynku nie ma nawet szyldu), podobnie jak kilka innych firm, należących do rodziny Bobrków. Iwona Bobrek to bowiem żona Jana Bobrka, biznesmena znanego w branży paliwowej. Był on m.in. „literą B” w słynnej spółce BGM, onegdaj największym importerze paliwa do Polski. Co ciekawe, sama pani Iwona przez kilkanaście lat pracowała w szczecińskim urzędzie miasta jako dyrektorka zarządzania miejskimi finansami. Odeszła z magistratu – co potwierdza rzecznik prezydenta Łukasz Kolasa – w ubiegłym roku.
Kiedy pytam mecenasa Stukana o powody nielegalnej inwestycji w Podjuchach, prawnik rozkłada ręce: – Mój klient twierdzi, że był błąd, ale dlaczego tak się stało, nie wiem. Nie ja podejmowałem decyzję. Teraz dążymy do legalizacji i bierzemy pod uwagę wszystkie warianty – dodaje jednym tchem.
Żądają rozbiórki
Sprawa gigantycznej samowoli budowlanej jest nadal otwarta. Mieszkańcy Podjuch dowodzą, że Oktan – mimo wstrzymania prac przez nadzór – po cichu robi swoje. Joanna Kopeć, szefowa rady osiedla: – Mamy wiele filmów i zdjęć: żurawie pracują, robotnicy pracują, a na teren budowy wjeżdżają kolejne ciężarówki. Inspektor Czasnojć z powiatowego nadzoru budowlanego zapewnia, że z przeprowadzonych trzech kontroli wynika, iż to tylko „prace porządkowe”, a nie kontynuacja budowy. Na wszelki wypadek dodaje jednak, że PINB nie ma drona ani wystarczającej liczby pracowników, by ponad wszelką wątpliwość stwierdzić, że prace w bazie paliw nie postępują.
Kolejne pytania dotyczą postawy Urzędu Miasta Szczecin. – O sprawie dowiedzieliśmy się z mediów kilka tygodni temu i od razu zaczęliśmy działać – twierdzi Łukasz Kolasa, rzecznik prezydenta Szczecina Piotra Krzystka, ale tu cisną się kolejne pytania. – Dlaczego urząd nie odpowiedział na pismo rady osiedla z grudnia zeszłego roku? Już wtedy mogliście dowiedzieć się, że budowa trwa i zdusić ją w zarodku – dopytuję. – Ustaliliśmy, że pismo to ugrzęzło gdzieś w naszym referacie zajmującym się współpracą z radami osiedli. Przeprosiliśmy za to radnych z Podjuch – zapewnia Kolasa. – Czy na postawę urzędu nie miał wpływu fakt, że właścicielka Oktanu była w nim do niedawna ważną personą? – nie ustępuję. – Żadnego – ucina rzecznik.
Dwa tygodnie temu główną ulicą Podjuch przeszedł marsz przeciwko budowie bazy paliw Oktanu. Przyszło blisko tysiąc mieszkańców z hasłem przewodnim: „Żądamy rozbiórki!”. – Ta sprawa jest dla nas testem – mówił prowadzący protest. – Ci, którzy są bogaci i wpływowi, mają duże firmy, czują się tak bezkarni, że najpierw budują, a później próbują to legalizować. W państwie, które się na to godzi, nie ma miejsca dla nas: prostych, zwykłych ludzi!