R E K L A M A
R E K L A M A

FAJBUSIEWICZ: Chińczyk zabójcą?

W Polsce od lat przybywa cudzoziemców. Wśród osób popełniających przestępstwa zdarzają się także obcokrajowcy. Niektóre zbrodnie pozostają niewyjaśnione nie dlatego, że brakuje świadków czy dowodów, ale dlatego, że nie udaje się ustalić tożsamości sprawcy. Być może tak jest w sprawie zabójstwa popełnionego w Poznaniu w 2007 r. Na prośbę wielkopolskich kryminalnych wracam do tej historii.

Fot. Pexels

29-letni Zbyszko był Lublinianinem, ale w 2000 r. przeniósł się do Poznania. Poznał dziewczynę ze stolicy Wielkopolski i z nią zamieszkał. Para opiekowała się 6-latkiem, dla którego starała się o status rodziny zastępczej. To jedna strona życiorysu młodego mężczyzny. Były też inne. Policja określała Zbyszka jako niebieskiego ptaka. Miał problemy z prawem, choć tak naprawdę niczego mu nie udowodniono. Pracował dorywczo w firmach budowlanych jako cieśla. Właściwie na utrzymanie rodziny zarabiała jego partnerka. Mimo niewielkich dochodów para nie miała długów, bo Zbyszko był wrogiem pożyczania pieniędzy. Jak ustaliła policja, nie pozostawał z nikim w konflikcie. To bardzo ważne, bo do dziś nie ustalono motywu zbrodni, której ofiarą padł.

18 lutego 2007 r. w godzinach porannych Zbyszko był w domu. Przed południem umówił się na dworcu PKP z kumplem ze Śremu, niejakim Bartkiem. Około godz. 11 razem poszli na ul. Tkacką, gdzie mieszkała dziewczyna przyjezdnego. Przebywali tam do godz. 13.30. W czasie wizyty wypili po dwa piwa. Po wyjściu tramwajem pojechali do znajomego mieszkającego na Dębcu. Może to niezbyt eleganckie, ale w tramwaju wypili jeszcze po 100 g wódki. U kolegi posiedzieli około godziny, trochę wypili i ponownie tramwajem wrócili do centrum. Postanowili jeszcze raz odwiedzić dziewczynę chłopaka ze Śremu.

Wysiedli przy dworcu PKS i przejściem podziemnym oraz ul. Ratajczaka szli w kierunku ul. Taczaka. Zachowywali się głośno i radośnie. Co tu skrywać – byli podpici. Kiedy dochodzili do skrzyżowania ulic Ratajczaka i Taczaka, kumpel Zbyszka szedł przodem i skręcił w tę ostatnią ulicę. Później, przesłuchiwany przez policję, nie potrafił dokładnie określić, skąd obok Zbyszka pojawił się mężczyzna, którego określił jako „Chińczyka” (ze względu na wschodnią urodę). Ów obcokrajowiec zwrócił Zbyszkowi uwagę, że zachowuje się zbyt głośno. Zbyszko rzucił w niego pustą plastikową butelką po napoju. Nie trafił. Urażony mężczyzna doskoczył do Zbyszka i uderzył go w pierś. Jego kolega nie widział, czy „Chińczyk” miał coś w ręku. Po zadaniu ciosu napastnik cofnął się i zaczął uciekać. Chwilę później Zbyszko upadł na chodnik. Była niedziela, ruch w mieście był niewielki.

Początkowo kumpel Zbyszka gonił „Chińczyka”, ale szybko zreflektował się, że musi wrócić do kolegi. W tym czasie przy rannym znalazł się przypadkowy przechodzień z córką – próbowali udzielić mu pomocy. Zbyszko był nieprzytomny i szybko tracił puls. Dziewczyna wezwała pogotowie i policję, karetka pojawiła się po pięciu minutach. Wtedy zauważono ranę kłutą klatki piersiowej w okolicy serca, szeroką na około 1 cm. Pogotowie zabrało mężczyznę do szpitala. Za karetką pojechał kolega ze Śremu. Niestety, Zbyszko zmarł krótko po przywiezieniu do szpitala.

Sprawca uciekał ul. Ratajczaka, skręcił w ul. Święty Marcin, a następnie wybiegł na ul. Gwarną, gdzie podbiegł do tramwaju linii 9. Drogę ucieczki policjanci odtworzyli na podstawie miejskiego monitoringu. Kamery zarejestrowały również, że uciekający próbował wsiąść do tramwaju tylnymi drzwiami, ale te zatrzasnęły się chwilę wcześniej. Podbiegł więc do drzwi przy motorniczym i wsiadł do wagonu. Przesłuchiwany później motorniczy opisał go jako osobę pochodzenia azjatyckiego. Mężczyzna był ubrany jedynie w jasny sweter, choć był luty, a na plecach miał kolorowy plecak. Większość świadków nie potrafiła dokładnie opisać jego wyglądu. Nie pomógł także monitoring, bo zbliżenia z kadrów nie pokazywały twarzy uciekiniera.

Początkowo policji wydawało się, że szybko pozna personalia cudzoziemca. Nic bardziej błędnego – nie ustalono ich do dziś. Wykonano mrówczą pracę – poszukiwania rozpoczęto od studiujących w Poznaniu Azjatów, potem penetrowano środowiska Wietnamczyków, głównie handlujących na bazarach. W mediach publikowano zdjęcia poszukiwanego z miejskiego monitoringu. Wszystko bez rezultatu. Nie przyniosła go również analiza wydanych w ostatnich latach przez MSW pozwoleń na pobyt czasowy, pracę czy przyjęcie polskiego obywatelstwa. Założono więc, że morderca przed tragicznym zdarzeniem nie mieszkał w Poznaniu, ale w Polsce prawdopodobnie przebywał nielegalnie.

Wiesz coś o sprawcy tej zbrodni – pisz: rzecznik@po.policja.gov.pl 

2026-09-23

Michał Fajbusiewicz