Coś w tym jest, bo wybiera się ich tak jakoś w pakiecie, hurtowo, jako uzgodnioną zazwyczaj zakulisowo gotową kandydaturę partii politycznych, którą można klepnąć lub nie. Ponieważ znajdują się wśród nich i kobiety, klepanie ich przez wyborców nie brzmi elegancko, ale one dzielnie to znoszą i tolerują, a nawet im też na tym zależy.
Dopiero odwołanie takich wybrańców jest decyzją wyborców świadomą i wypracowaną, do której trzeba przekonać się i innych oraz wymaga inicjatywy własnej. Ujawnia to dość nieoczekiwaną stronę demokracji, która jest nieporównanie większa przy usuwaniu jej skutków niż przy wprowadzaniu.
Subskrybuj