Zabity Rosjanin to karykaturzysta i satyryk, który krytykował i wyśmiewał Władimira Putina, Alaksandra Łukaszenkę i Ramzana Kadyrowa. Do Polski przyjechał pięć lat temu. Twierdził, że był prześladowany politycznie. Siemion Skriepiecki na osiedlu w Białej Podlaskiej został zabity w biały dzień. Sprawca oddał w jego kierunku dwa strzały z broni krótkiej, a kiedy ranny upadł na ziemię – morderca strzelił do niego jeszcze trzy razy z bliskiej odległości.
Podejrzewany o morderstwo 36-letni Gruzin został zatrzymany w hostelu w Piastowie pod Warszawą. Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński powiedział, że jest to osoba „typowana przez policję także do innych przestępstw, które zdarzyły się wcześniej na terenie kraju, także do przestępstw, które zdarzyły się w roku 2022”. Premier Donald Tusk zaznaczył, że sprawa jest traktowana bardzo poważnie i istnieje obawa, iż mogło to być zabójstwo na zlecenie polityczne ze strony obcego państwa.
Ekspert ds. przestępczości transgranicznej Tomasz Safjański – były oficer policji i dyrektor Krajowego Biura Interpolu oraz profesor Akademii WSB – zaznaczył, że taką hipotezę trzeba kategorycznie wykluczyć albo potwierdzić. Jego zdaniem bardzo trudno będzie jednak udowodnić, że sprawca – przy założeniu, że została zatrzymana właściwa osoba – działał na zlecenie rosyjskich służb. – To będzie praktycznie niemożliwe. Gdyby okazało się, że działał z inspiracji obcego państwa, groziłby mu wyższy wymiar kary, więc w jego interesie jest utrzymywać, że to albo wypadek, albo zemsta, albo nawet porachunki kryminalne – powiedział w rozmowie z Polską Agencją Prasową. Zaznaczył, że gdyby okazało się, że nie jest to zabójstwo z typowym motywem kryminalnym, można by je uznać za akt terroru państwowego. – Po pierwsze, świadczyłoby to o tym, że w ramach wojny hybrydowej wrogie państwo działa w sposób dosyć śmiały, odważny i nieograniczony na terenie państwa NATO. A po drugie, pokazałoby, że nikt nie jest bezpieczny i nawet artysta krytykujący reżim jest potencjalnym celem zabójstwa – zauważył ekspert. Dodał jednak, że według niego agentami wykorzystywanymi przez Federację Rosyjską do wykonywania konkretnych aktów sabotażu nigdy nie byli Gruzini.
– Musimy założyć, że Putin spuścił ze smyczy swoje psy. Jeżeli jakiś czas temu mieliśmy serię podpaleń i sabotażu na kolei, to dlaczego teraz rosyjskie działania nie mają przejść do fazy zabijania opozycjonistów mieszkających w Europie i otwarcie występujących przeciwko reżimowi? – tłumaczy na łamach „Gazety Wyborczej” analityk związany z Biurem Koordynatora Służb Specjalnych. Dziennikarze ustalili też, że niezależny serwis Nexta, który monitoruje sytuację w Rosji i działania służb Putina za granicą, otwarcie pisze, że zaczęło się „polowanie na opozycjonistów”, a „Kreml prowadzi otwarty terroryzm w Europie”.