„Ostatni kurs Pociągu do kultury odbędzie się 28 grudnia”, doniósł dziennik „Berliner Zeitung”. Stołeczna gazeta napisała, że władze kraju związkowego Brandenburgia, jak i Berlina nie przeznaczyły w budżecie na następny rok środków finansowych na ten projekt. W ubiegłym roku oba niemieckie landy dotowały „Pociąg do kultury” kwotą 2,1 mln euro. Z tego 180 tys. euro pochłonął program artystyczny. „Berliner Zeitung” wytknął, że Polska bardziej niż Niemcy korzysta na tym projekcie, a nie partycypuje w kosztach. Dziennik wyliczył, że w każdy weekend z Berlina przyjeżdża od 300 do 500 osób, które nocują, jedzą w restauracjach i robią zakupy we Wrocławiu. W tym roku tematem przewodnim była „Historia w bagażu – czas historii, czas podróży”. Program kulturalny przybliżał pasażerom historię z okazji 85. rocznicy napaści Niemiec na Polskę i rozpoczęcia drugiej wojny światowej.
Projekt zaczął się w 2016 roku, gdy Wrocław został Europejską Stolicą Kultury. Wycieczka do Berlina czy Wrocławia stała się wtedy dostępna dla każdego, bo bilet w jedną stronę kosztował 19, a w obie – 38 euro. Od początku była to kusząca oferta, bo za przejazd autobusem na tej trasie trzeba było zapłacić 60 euro. Tak tanie bilety na „Pociąg do kultury” możliwe były dzięki wsparciu finansowemu władz Berlina, Brandenburgii i Wrocławia. Obecnie dzięki dotacjom podróż jest nawet tańsza niż w 2016 roku. Bilet w obie strony kosztuje 27 euro, czyli 116 złotych.
Na początku pomysłodawcy obawiali się, że oferta nie znajdzie chętnych, bo przez brak nowoczesnej linii kolejowej na tym odcinku przejazd trwa 4,5 godziny. Mimo to weekendowa trasa kulturalna odniosła sukces. Przez pierwsze pięć miesięcy skład przewiózł 18 tys. ludzi. Pasażerowie zgodnie twierdzili, że w takiej zorganizowanej formie przejazd mija szybko. W sumie przez dekadę „Pociągiem do kultury” podróżowało 100 tys. ludzi, którzy mogli podziwiać 1200 muzyków, piosenkarzy oraz innych artystów z Niemiec i Polski. W jego wagonach przybliżana jest też historia i atrakcje miast oraz regionów, przez które jedzie skład. Odbywają się koncerty, przedstawienia teatralne, wystawy, odczyty i panele dyskusyjne. Programy prowadzone są przez dwujęzycznych moderatorów. W pociągu znajduje się biblioteka z książkami niemieckich i polskich autorów. Co tydzień przygotowywane są też niemieckie tłumaczenia artykułów z polskiej prasy. W jednym z wagonów znajduje się wystawa prezentująca znanych wrocławian niemieckiego i polskiego pochodzenia. Laureat Nobla z medycyny Paul Ehrlich urodził się w Strzelinie, chodził do gimnazjum we Wrocławiu, a po studiach pracował w szpitalu w Berlinie. Między Dolnym Śląskiem a obecną stolicą Niemiec kursował też inny noblista. Pisarz Gerhart Hauptmann urodził się w Szczawnie-Zdroju, ale w wieku 23 lat zamieszkał w Berlinie. Po sześciu latach przeniósł się do Szklarskiej Poręby, a zmarł w Jagniątkowie.
Warszawa i Berlin w przyszłym roku obchodzą 35. rocznicę partnerstwa. Dziennik „Berliner Zeitung” ma nadzieję, że jakaś forma kultury na szynach powróci może na tej trasie. W lutym tego roku na sześć dni podłączono do składu pociągu Eurocity wagon, w którym odbywały się wydarzenia artystyczne.