Dlaczego 56-letni Roman Hulaszczy został zamordowany? Tego nie udało się ustalić do dziś. Jego zwłoki znaleziono 15 lipca 2008 roku w domu znajomego w Lublinie przy ulicy Łęczyńskiej. Mieszkanie nie zostało splądrowane. Wrogów pan Roman raczej nie miał. Dlaczego więc zginął? Od 18 lat nie wiemy, jaki był motyw tej zbrodni, i co ważniejsze, nie wiemy, kto jest sprawcą.
Hulaszczy pochodził z podlubelskiej wsi. Po ukończeniu służby wojskowej osiedlił się w Lublinie, ożenił, lecz małżeństwo rozpadło się po tragicznej śmierci dziesięcioletniego syna. Po rozwodzie wikłał się w krótkie, nieudane związki i zaczął nadużywać alkoholu, miewając nawet „tygodniówki”. W ostatnich latach próbował jednak trzymać się z dala od picia i skupił się na pracy w przedsiębiorstwie przewozowym. Najpierw był kierowcą, później – po wypadku i problemach z nogą – mechanikiem. Starał się o rentę inwalidzką. Był lubiany, pomocny, potrafił załatwić różne sprawy. Szef ufał mu na tyle, że czasem powierzał mu swoje obowiązki. Można powiedzieć, że Roman był jego prawą ręką.
Nawet wśród ludzi z marginesu Roman cieszył się sympatią, bo nieraz występował w roli „fundatora”. To zresztą tłumaczy, dlaczego często brakowało mu pieniędzy. Zdarzało się więc, że pożyczał od kolegów drobne kwoty, jednak zawsze oddawał je w terminie.
Przejdźmy do wydarzeń z lata 2008 roku. W lipcu kolega z pracy wyjeżdżał z rodziną za granicę i poprosił Romana, któremu bardzo ufał, by podczas jego nieobecności zamieszkał w domu, podlewał kwiaty i karmił psa – groźne zwierzę na łańcuchu. Hulaszczy wprowadził się tam 3 lipca, podjeżdżając stalowoszarym jeepem Grand Cherokee. Szefa o tym nie powiadomił, więc można przypuszczać, że chciał wykorzystać okazję i trochę nadrobić „alkoholowe zaległości”. Gdy przez kilka dni nie pojawiał się w pracy, szef zaczął go szukać, ale nikt nie zdradził, gdzie Roman przebywa – choć byli tacy, którzy wiedzieli. Jeździł więc po Lublinie, zaglądając w miejsca, gdzie jego pomocnik mógłby się pojawić.
Poszukiwania spełzły na niczym. Wciąż nie wiadomo, co Roman robił przez te dni. Najpewniej biesiadował z jakimś towarzystwem. Może kogoś poznał w trasie i zaprosił do domu kolegi. Mogło też podczas ostrej imprezy dojść do awantury i śmiertelnej bójki. Po raz ostatni widziano go żywego 11 lipca 2008 roku. Tego dnia zajrzał do niego sąsiad, który przed wyjazdem pożyczył właścicielowi domu prostownik i chciał go odebrać. Zastał pana Romana w kiepskim stanie – mężczyzna wyraźnie zmagał się z potężnym kacem.\
Cztery dni później, wieczorem 15 lipca, przed dom na Łęczyńskiej podjechała pracownica firmy przewozowej. Wiedziała, gdzie przebywa Hulaszczy – przygotowywała dla niego dokumenty do renty – i wiedziała też, że posesji pilnuje groźny pies, więc zatrzymała auto tuż przy drzwiach. Te były uchylone. W środku panowała cisza. Wołała Romana, ale nikt nie odpowiadał. Dopiero w kuchni zobaczyła jego ciało na podłodze. Mężczyzna miał na sobie liczne drobne rany. Sekcja wykazała, że przyczyną śmierci były obrażenia wewnętrzne, choć na ciele znajdowała się także niegroźna rana zadana nożem.
Obrażenia wewnętrzne powstały w wyniku tzw. kolankowania. W mieszkaniu musiało dojść do szarpaniny między Hulaszczym a napastnikiem – starcia, którego wynik łatwo dało się przewidzieć, bo Roman był szczupły, fizycznie słaby i dodatkowo wyczerpany ostatnimi dniami. Kilkudniowy zarost, u mężczyzny zwykle zadbanego, tylko to potwierdzał.
Choć w domu leżały puste puszki po piwie, we krwi denata nie stwierdzono alkoholu – musiał być trzeźwy co najmniej dobę przed śmiercią. Z mieszkania nic nie zginęło. Co więc wydarzyło się w tym lubelskim domu? Nie udało się ustalić, kto biesiadował z Romanem przed zabójstwem. Motyw? Zwykła sprzeczka wydaje się mało prawdopodobna. Bójka o kobietę, która mogła tamtego dnia gościć w domu? To możliwe, zwłaszcza że „zniknęli” wszyscy uczestnicy spotkania, najwyraźniej przerażeni przebiegiem wydarzeń. Motyw rabunkowy odpada, nic nie zginęło. Dawne porachunki? Zemsta? Nie znaleziono na to dowodów. Może dopiero Archiwum X po latach odpowie na te pytania.
W tekście zmieniłem personalia ofiary.
Wiesz coś o tej zbrodni – pisz: rzecznik@lu.policja.gov.pl