Zandberg o naruszeniu przepisów
Lider partii Razem na swoim profilu na portalu X podzielił się swoimi przemyśleniami po interwencji poselskiej w jednym ze sklepów sieci Dino. Miała ona miejsce 4 lutego, a poprosili o nią sami pracownicy sieciówki.
8 stopni — w takim zimnie pracują ludzie w Dino – napisał. – Weszliśmy właśnie z interwencją poselską do pomieszczeń w Sochaczewie. Mamy udokumentowane naruszenie przepisów. PIP o tym wie, kontroli ciągle nie ma. Firma bezczelnie odmawia rozmowy. Robienie z ludzi mrożonki się opłaca.
Do sprawy odniósł się również członek zarządu krajowego Partii Razem Chrystian Talik. Jak przekazał, podobne warunki mają występować w kilkudziesięciu marketach Dino w różnych częściach Polski. Według relacji pracowników, są oni zmuszani do wykonywania obowiązków w temperaturach poniżej 10 stopni Celsjusza, a na salach sprzedażowych – jak twierdzą – również nie jest dużo cieplej.
Zgodnie z przepisami, w pomieszczeniach przeznaczonych do pracy biurowej temperatura nie może być niższa niż 18 stopni Celsjusza, natomiast przy lekkiej pracy fizycznej minimalna temperatura wynosi 14 stopni. W przypadku spadku temperatury poniżej tych norm sytuację należy zgłosić przełożonemu oraz Państwowej Inspekcji Pracy.

PIP kontroluje, a Dino milczy
Sprawa interwencji poselskiej w marketach Dino nadal się rozwija. Redakcje i organizacje związkowe zwróciły się do spółki o komentarz, lecz do czasu publikacji firma nie przedstawiła stanowiska. Politycy Partii Razem zapowiadają dalsze monitorowanie kontroli i wywieranie presji na instytucje państwowe, wskazując jednocześnie, że warunki pracy w Dino odzwierciedlają szerszy problem w handlu wielkopowierzchniowym, gdzie – ich zdaniem – oszczędności często odbywają się kosztem zdrowia pracowników.
Zgłoszenia dotyczące ogrzewania w marketach Dino trafiają do Państwowej Inspekcji Pracy od kilku miesięcy. Kontrole rozpoczęto w styczniu, jednak oficjalny raport z ich wynikami nie został jeszcze opublikowany. Związkowcy z OPZZ Konfederacja Pracy przekazują, że kontrolerzy mieli stwierdzić m.in. zbyt niską temperaturę na halach sprzedażowych, nieprawidłowe składowanie towarów oraz poważne braki kadrowe.
W związku z ostatnimi mroźnymi dniami sieć Dino zyskała w mediach przydomek „polskiej Grenlandii”. W internecie pojawiły się zdjęcia kasjerek ubranych w czapki, rękawiczki i kurtki.