R E K L A M A
R E K L A M A

Fajbusiewicz: Łowcy cieni

Od 1986 r., odkąd ruszył „Magazyn kryminalny 997”, stałym punktem programu były policyjne listy gończe. Co roku ścigano od 70 do 50 tys. osób. Do programu trafiali jednak głównie ci najgroźniejsi: mordercy i sprawcy ciężkich zbrodni. Do końca XX w. większość poszukiwanych ukrywała się w kraju – szczelne granice utrudniały ucieczkę na Zachód, a publikacja w mediach zwykle kończyła się szybkim zatrzymaniem. Wszystko zmieniło się po 2004 r., gdy otwarto granice i przestępcy zaczęli znikać w Anglii, Hiszpanii, Niemczech czy we Francji.

Fot. PickPik

Po wejściu Polski do UE policja zyskała nowe narzędzia – europejski nakaz aresztowania i współpracę w ramach Schengen, a później ENFAST – co znacznie ułatwiło zatrzymywanie poszukiwanych za granicą. Już wcześniej powstały Zespoły Poszukiwań Celowych, znane jako łowcy głów, działające dziś w każdej komendzie wojewódzkiej i współpracujące z policjami całej Europy. To dzięki nim ukrywanie się stało się dla gangsterów znacznie trudniejsze. A jednym z przykładów ich pracy jest właśnie sprawa Trojana, którego po latach zatrzymano dzięki współpracy z policjantami z Luksemburga, Belgii i Holandii.

Płock, 8 października 2008 r., ok. 18. Okolice sklepu Top Market przy ul. Otolińskiej. Na parking podjeżdża Mazda 626, w środku trzech osiłków, wyraźnie kogoś wypatrują – tak zaczynała się publikacja sprawy Trojana w „997”. Chwilę później ze sklepu wychodzi młody mężczyzna. Trójka natychmiast wysiada z auta. To, co wydarzyło się później, trudno sobie wyobrazić. W środku miasta, na oczach wielu osób, skatowano człowieka. Nikt nie zareagował. W ruch poszły dwa noże i trzonek od siekiery. 34-letni Maciej P. próbował się bronić – bezskutecznie. Mimo reanimacji zmarł. Miał liczne powiązania ze światem przestępczym, wielokrotnie wchodził w konflikt z prawem, a rok wcześniej wyszedł z więzienia po wieloletnim wyroku.

Późniejsze oględziny wykazały, że ofierze zadano 20 ran kłutych i ciętych w klatkę piersiową i kończyny. Bezpośrednią przyczyną śmierci było wykrwawienie wewnętrzne. Kilka miesięcy później, gdy bardzo realistycznie odtwarzaliśmy tę scenę na łódzkich Bałutach, mieszkańcy zareagowali po trzech minutach i wezwali policję. Płock leży niedaleko Łodzi, a jednak…

Powróćmy do sprawy. Przez blisko miesiąc policja nie mogła znaleźć świadków. Jedynym tropem była Mazda 626, poszukiwana bezskutecznie. Szybko jednak wyszło na jaw coś zaskakującego: zamordowany był kumplem napastników. Znano go jako Miro. Ustalono personalia sprawców, choć wszyscy zapadli się pod ziemię. Gdy dowiedzieli się o śmierci Miro, ukryli Mazdę, a ubrania z linczu wrzucili do Wisły i postanowili uciekać – każdy do innego kraju. Jeden z nich wpadł ponad miesiąc po zbrodni. Okazało się, że to członek płockiej grupy przestępczej kierowanej przez 31-letniego Jerzego Wiktora T., ps. Trojan. Do tej samej grupy należał Miro. Drugi z napastników został zatrzymany rok później w Hiszpanii. Sam Trojan pozostawał nieuchwytny przez kolejne lata.

Jerzy T. nie pracował, lecz utrzymywał się z działalności przestępczej. Wcześniej był karany za pobicia i wymuszenia, wielokrotnie trafiał do więzienia. W Płocku miał szerokie kontakty w półświatku. Nie miał rodziny. Tuż przed zabójstwem przebywał w Holandii, gdzie poznał czarnoskórą dziewczynę i przyjechał z nią do Polski.

Tyle wynikało z akt. Co ciekawe, początkowo brakowało w nich jasnej odpowiedzi, dlaczego zabito Miro. Nie ustalono też, czym zajmowała się ekipa Trojana – mówiono o narkotykach i sutenerstwie.

Jak ustalili śledczy, tuż przed zabójstwem Miro opowiadał, że „odstrzeli Trojana”, a jednemu z ludzi z grupy podpalił drzwi. To wystarczyło, by Trojan wydał na niego wyrok – wykonany 8 października 2008 r.

Gdy publikowałem jego list gończy, ukrywał się najprawdopodobniej w Holandii. Poszukiwano go listem gończym Prokuratury Rejonowej w Płocku z 5 lutego 2009 r., a jego nazwisko trafiło na listę 10 najbardziej poszukiwanych polskich przestępców. Sprawą zajęli się policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych KWP w Radomiu. Tropili każdy ślad, a wszystko wskazywało, że Trojan zaszył się za granicą. W 2012 r. do działań dołączyli funkcjonariusze Biura Służby Kryminalnej KGP oraz policjanci z Belgii, Holandii i Luksemburga. Ustalono, że posługuje się fałszywymi dokumentami. Przełom nastąpił na początku sierpnia 2012 r., gdy radomscy łowcy głów ustalili, że ukrywa się w Antwerpii. Zmienił nazwisko i wygląd, ale mimo to polscy i belgijscy funkcjonariusze byli niemal pewni, że to on. Do zatrzymania przygotowano specjalny zespół belgijskiej policji.

Policjanci obserwowali jego mieszkanie i czekali na odpowiedni moment. Gdy ten nadszedł, łowcy głów wraz z belgijskimi siłami specjalnymi weszli do środka. Trojan nie miał szans na jakikolwiek opór i po kilku minutach był zatrzymany. Szybko potwierdzono wszystkie wcześniejsze ustalenia. Jego prawdziwych danych nie znały nawet osoby z najbliższego otoczenia. Nie miały też pojęcia, że w jego ujęcie zaangażowano policjantów z czterech krajów Europy. 

2026-05-23

Michał Fajbusiewicz