Remont można przesunąć na przyszły rok. Z wyjazdu zrezygnować, a w starej kurtce przechodzić jeszcze jeden sezon. Ogrzewania nie da się odłożyć. Ciepło ucieka przez dach, ściany i nieszczelne okna niezależnie od tego, ile pieniędzy zostało do wypłaty. W źle ocieplonym domu kocioł musi pracować dłużej, żeby w pokojach utrzymała się ta sama temperatura. Za odłożone przed laty ocieplenie, czasem po prostu z braku pieniędzy, płaci się potem przy każdym zakupie opału. Właściciele kotłów na pellet już mają co liczyć. Portal Budujemy Dom podawał 8 września, że tona dobrej jakości paliwa kosztuje 2300 – 2400 zł, a w niektórych sklepach ponad 2600 zł. Cena zależy od marki, jakości, regionu i wielkości zamówienia. Do tego dochodzi dostawa. Przy cenie 2400 zł za tonę trzy tony kosztują 7200 zł, cztery – 9600 zł, a pięć – 12 tysięcy. To przykładowe wielkości zakupów, a nie norma zużycia dla każdego domu.
Pelletu nie wystarczy dla wszystkich
Do zakupu nowych kotłów na pellet zachęcało państwo, dopłacając do wymiany starych źródeł ciepła. Sama wymiana ma sens. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy właściciel dostaje pomoc na urządzenie, ale później musi sam poradzić sobie z coraz droższym paliwem. Dotacja obniża koszt inwestycji; nie zapewnia przecież pieniędzy na kolejne sezony grzewcze. Skalę zmian pokazują dane UOKiK. W komunikacie z 27 sierpnia 2026 r. urząd podał, że w 2025 r. około 77 proc. wniosków o dofinansowanie wymiany źródła ciepła w programie „Czyste Powietrze” dotyczyło kotłów na pellet i drewno. Z takich urządzeń korzystało około 450 tys. gospodarstw, o ponad 90 tys. więcej niż w 2023 r. Analiza UOKiK pokazała również, że podaż nie nadąża za rosnącym popytem. Dobrej jakości granulat produkuje się przede wszystkim z trocin i pozostałości obróbki drewna. Można w krótkim czasie zamontować tysiące nowych kotłów, ale od tego nie przybędzie surowca. O paliwo zaczyna więc zabiegać więcej odbiorców, a jego produkcja ma swoje ograniczenia. Rząd wiedział o problemie przed jesienią. Prezes UOKiK informował ministra energii o przyczynach trudności i możliwych działaniach w lutym, kwietniu oraz lipcu. Można pytać, co zrobiono z tymi ostrzeżeniami i czy przy planowaniu dopłat dostatecznie uwzględniono dostępność paliwa. Jeśli publiczne pieniądze zachęcają do ogrzewania określonym paliwem, trzeba sprawdzać, czy wystarczy go dla kolejnych odbiorców. Na cenę pelletu wpływają ponadto koszty produkcji i transportu. „Wprost” 14 września przywołał scenariusz, w którym podczas mroźnej zimy cena tony przekroczyłaby 4 tys. zł. Dla kogoś, kto nie kupił jeszcze zimowego zapasu, sama możliwość dalszego wzrostu cen jest powodem do niepokoju. Czekać na lepszą ofertę czy płacić teraz?
Subskrybuj