R E K L A M A
R E K L A M A

Czytamy, ale nie rozumiemy. Analfabetyzm funkcjonalny, który się nasila

Analfabetyzm funkcjonalny, termin nieco okrutny i stygmatyzujący, opisuje dziś realny problem milionów dorosłych Polaków. Ludzi, którzy ukończyli szkołę, potrafią odczytać słowa, lecz nie umieją wyłowić sensu z prostych tekstów codziennego użytku – instrukcji, umowy kredytowej czy rozkładu jazdy.

Rys. Gemini

Nie chodzi o literaturę piękną ani specjalistyczne dokumenty, lecz o komunikaty, bez których trudno funkcjonować w nowoczesnym państwie. Skala zjawiska jest alarmująca. Według najnowszego badania aż 39 proc. dorosłych ma niskie kompetencje czytania ze zrozumieniem. To jeden z najgorszych wyników wśród krajów rozwiniętych. Najbardziej zagrożeni są mieszkańcy wsi i małych miast, osoby starsze oraz te z niższym wykształceniem.

Ale problem nie omija także ludzi z dyplomami. – Jeśli osoba z wyższym wykształceniem nie rozumie prostych tekstów użytkowych, warto zapytać, co właściwie wydarzyło się w jej edukacji – mówi dr Katarzyna Chyl-Tanaś, neurobiolożka. Skutki są poważne. Zdrowotne, ekonomiczne i społeczne. Osoby o niskich kompetencjach czytelniczych częściej nie rozumieją zaleceń lekarskich, źle przyjmują leki, rzadziej korzystają z profilaktyki. – To wpływa nie tylko na jakość, ale nawet na długość życia. Do tego dochodzą długi, w które łatwo wpaść, podpisując niezrozumiałe umowy, oraz podatność na manipulację i propagandę. Najbardziej niepokojące jest jednak to, że w Polsce nie istnieje realny system wsparcia dla dorosłych.

Dzieci z dysleksją diagnozujemy i im pomagamy, dorosłych – ignorujemy. Milcząco zakładamy, że szkoła „załatwiła sprawę”. Nie załatwiła. Być może problem nie polega wyłącznie na tym, że Polacy nie rozumieją tekstów. Być może polega też na tym, że teksty pisane są tak, jakby nikt nie miał ich zrozumieć? Warto też spojrzeć na to zjawisko bez protekcjonalnego tonu, który często towarzyszy rozmowom o „niewyedukowanych masach”. Analfabetyzm funkcjonalny jest nie indywidualną porażką, lecz efektem systemowych zaniedbań i kultury, która premiuje szybkość, skrót i obraz kosztem refleksji. Dorosły, który po ośmiu godzinach pracy nie ma siły ani motywacji, by sięgać po tekst wymagający skupienia, nie jest leniwy – jest produktem świata, który nie nagradza wysiłku intelektualnego.

Po zakończeniu edukacji wiele osób po prostu przestaje czytać, a brak praktyki prowadzi do stopniowej utraty kompetencji. I to właśnie ta cicha erozja umiejętności okazuje się dziś jednym z najdroższych kosztów społecznych. 

2026-02-15

Wybrała i oprac. E.W. na podst. natemat.pl