R E K L A M A
R E K L A M A

Listy do redakcji Angory (19.04.2026)

Listy nadesłane przez czytelników tygodnika Angora. Za wszystkie wiadomości dziękujemy i zachęcamy do dalszego kontaktu.

Fot. Domena publiczna

Kombatanci na ostatnim groszu… 

Rozpoczął swoją drogę legislacyjną (wniosek poselski) projekt ustawy nowelizującej przepisy o działaczach opozycji antykomunistycznej oraz osobach represjonowanych z powodów politycznych. Projekt ten pomija w swym tekście kombatantów drugiej wojny światowej, choć ich zasługi w walce o niepodległość nie budzą żadnych wątpliwości. Na fakt ten zareagował prezes Związku Kombatantów RP i Więźniów Politycznych. W piśmie swym do prezesa Rady Ministrów wskazał on na niesprawiedliwą i krzywdzącą sytuację weteranów drugiej wojny światowej, której wyrazem jest wysokość dodatków kombatanckich: działacze opozycji otrzymują (przed waloryzacją) 1878,91 zł, kombatanci zaś – 713,16 zł. Pismo to otrzymali również: marszałkowie Sejmu i Senatu, szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych oraz minister rodziny, pracy i polityki społecznej. W piśmie prezesa widoczne jest zaniepokojenie z powodu dzielenia działaczy „Solidarności” i kombatantów drugiej wojny światowej. Korzystne zmiany przewidziano tylko dla kombatantów z „Solidarności”. Ostatni świadkowie wojennej hekatomby, dziś upokorzeni skąpym, by nie rzec nędznym dodatkiem pieniężnym, starcy na granicy życia i śmierci w gasnącym blasku dawnej świetności i poważania, są na ostatnim groszu opieki państwowej. I tylko Konstytucja, zwana też kodeksem suwerena, woła, że art. 32 i 49 nie są deklaracją mężów stanu, lecz niezbywalną powinnością i obowiązkiem państwa. Polska, jaką miałem w sercu każdego dnia i każdej frontowej nocy, daleko odbiega od Jej wizerunku dnia dzisiejszego. 

Jaka jest dziś ta nasza niepodległość, dar nad dary czynu zbrojnego kombatantów (…), gdzie jest Polska tych, którzy bez słów przysięgi wypełnili z naddatkiem swój obywatelski obowiązek, służąc Jej do ostatnich chwil swego życia? Mam mandat na to, by pytać, jestem bowiem jednym z nich, mam mandat, by wołać o sprawiedliwość, gdy jej nie ma, mam prawo na krzyk obawy o majestat, gdy wokół Niej taki zgiełk, niewybredne metafory i łoskot hipokryzji. Mam poczucie niezasłużonej krzywdy i upokorzenia, gdy towarzysze broni stoją w ostatniej kolejce po należną rekompensatę za ofiarną krew i poniesione trudy. Piszę ten list z potrzeby serca, zobligowany kombatanckim etosem, trudnym, żołnierskim życiorysem i patriotyczną troską, tą samą, gdy przywdziewałem polski mundur, świadomie poświęcając swe życie w Jej służbie (…). 

W odpowiedzi na list prezesa ZKRPi- BWP, z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, skąd oczekiwany był impuls poparcia, jest zapewnienie o istniejącym dialogu i obszerny opis długiej drogi legislacyjnej projektu ustawy nowelizującej przepisy o działaczach opozycji antykomunistycznej oraz osobach represjonowanych z powodów politycznych oraz to, że projekt ten, który nie dość, że pomija kombatantów drugiej wojny światowej, jest w dodatku dopiero na początku procesu legislacyjnego. Odpowiedź świadczy o odległej perspektywie załatwienia tak bolesnego problemu (…). 

Uchwalanie ustaw nowelizacyjnych odbywa się na ogół w trybie normalnym lub przyspieszonym, w tym jednak przypadku konieczny jest tryb pilny. W polskim parlamencie były przypadki, że uchwały w tym trybie procedowano w ciągu jednego dnia, a nawet jednej nocy. Dodatek kombatancki mógł być już uchwalony w ramach ustawy okołobudżetowej jako część pakietu socjalnego. Czy dla tej sprawy konieczna jest oddzielna uchwała i długa droga legislacji, gdy są możliwości załatwienia sprawy w trybie pilnym? Tu potrzebna jest zwykła ludzka wrażliwość i niepozorowana polityczna wola. Każda inna droga to odwlekanie, czekanie aż problem rozwiąże się sam, tj. kiedy kombatantów już nie będzie wśród nas. 

Opory natury finansowej też nie są przekonujące. Promilokrotny ułamek budżetu na ten cel państwa usytuowanego na 20. miejscu w rankingu potęg ekonomicznych świata nie naruszy fundamentów stabilności gospodarczej, zwłaszcza że wydatek na ten cel w każdym roku będzie szacunkowo o kilkanaście procent mniejszy, o tyle bowiem przewiduje się coroczne zmniejszenie stanu osobowego akcjonariuszy. W krajach Unii Europejskiej, które walczyły w koalicji antyhitlerowskiej, wydatki w tym względzie są ustabilizowane, a ich wysokość oscyluje w wartościach od 400 euro (Grecja) do 800 euro (Francja) miesięcznie. Ta niesprawiedliwość ma się u nas dobrze już tyle lat! Jak się ma ten wydatek do miliardowych strat poniesionych wskutek błędnych decyzji rozpoczętych i zaniechanych przedsięwzięć? Winni tego stanu, o ile mi wiadomo, nie ponieśli żadnych kar (…). 

Na poprawę bytu czeka jeszcze ponad trzydzieści tysięcy kombatantów. Decydenci winni tej ze wszech miar karygodnej sytuacji nadal w śnieżnobiałych koszulach i barwnych krawatach zawzięcie walczą o swoje posady i partyjne apanaże z imieniem Rzeczypospolitej Polskiej na ustach. Nie wstyd im?! Drapieżne imperium wyczekuje stosownej okazji na atak. Przed nami do spełnienia kombatanckie doświadczenia, jak umacniać morale, gdy trwoga sięga młodych serc… Spełnimy je my, dziś ostatni w kolejce po dobro należnej opieki, a w pierwszym szeregu tam, gdzie wołała i teraz może powołać nas Ojczyzna. „Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy…” – ten wers hymnu Polski mimo upływu czasu jest wciąż naszą przysięgą. ADOLF BRZYSKI, Weteran Walk o Niepodległość RP, Inwalida Wojenny. Stulatek

PS Dzień 15 kwietnia jest, jak wiadomo, Dniem Kombatanta… 

PiSowscy wasale 

Kiedy usłyszałem i obejrzałem w TV jak szef MON „tłumaczył” (cudzysłów zamierzony), jak to się stało, że siedmiu generałów poszło sobie na wezwanie bulteriera Boguckiego do Batyra/ Nawrockiego, skojarzyłem najpierw wcześniejsze moje rozmowy z kolegami, którzy noszą obecnie mundury żołnierza WP, pełne żalu, niezadowolenia i dezaprobaty – by nie używać mocniejszych wojskowych słów – z tego, co nawyprawiał Błaszczak, poprzednik szefa ludowców. Owszem, Bogucki wysłał pismo „do wiadomości” szefowi MON, ale generałowie mieli w d… Konstytucję i nie zapytali ani Cenckiewicza, ani „Zwierzchnika Sił Zbrojnych, który jest ich przełożonym w czasie pokoju”, dlaczego nie ma tu szefa MON lub jego zastępcy. Powinni wrócić do siebie, ale nie zrobili tego, bo są typowymi pisowskimi wasalami. Głupie i niemrawe tłumaczenia oraz „branie na klatę” niesubordynacji siedmiu generałów, mówiąc, że o wszystkim wiedział, są funta kłaków warte, jak i to, że będzie poprawiał Batyrowe „SAFE 0”. Został ograny, jak nie tak dawno Szymon Hołownia przez Kaczyńskiego i Bielana. Ten pożałowania godzien minister obrony zapomniał albo nie chce przyjąć do wiadomości, że wszelkie apanaże, stanowiska i awanse ci ludzie, którzy poszli do Pałacu, zawdzięczają poprzedniej władzy i że na pstryknięcie palcem pójdą za pislamistami tam, gdzie im każą. Mina Cezarego Tomczyka z KO, jego zastępcy, świadczy o jednym.

Zapytany o tę sprawę zachował się godnie, nie dał się sprowokować jak Nawrocki w Przemyślu, ale jego oczy jakby chciały powiedzieć, tak po żołniersku: „W nosie mam takiego szefa, który lawiruje i nie słucha dobrych rad swoich zastępców”. Nie obchodzi mnie, o czym tam ci generałowie rozmawiali z Cenckiewiczem (bez dostępu do informacji tajnych!) i Batyrem/Nawrockim. Jednak obchodzą mnie (byłem żołnierzem) nastroje wśród ludzi w mundurach, ale tych, którzy każdego dnia robią tę ciężką robotę w garażach, na strzelnicach, placach ćwiczeń i poligonach. Ich tzw. wkurw trwa od czasu, kiedy pisowski obsługiwacz lewego ucha starca z Żoliborza wprowadził system wcielania pracowników cywilnych do wojska – oczywiście nie za darmo. Rezultat? W skrócie – np. pani kucharka (o dziwo gdzieniegdzie takie są na etacie, choć niekoniecznie faktycznie) przyjęta do pracy pół roku wcześniej otrzymuje stopień wojskowy i drugą pensję – nieopodatkowaną. To spowodowało, że WE WSZYSTKICH jednostkach wojskowych, bez względu na rodzaj wojsk, ta 43-letnia pani bierze na rękę więcej kasy niż wielu żołnierzy z tych niższych (ale nie generalskich) stanowisk, gdzie odpowiedzialność jest o wiele wyższa niż kucharki (…).

Ta siódemka generałów nie pojechała do Pałacu, aby prosić Batyra/Nawrockiego o podpisanie SAFE. Wiedzą doskonale (nawet ten brodaty generał), że mają stopnie i stanowiska od pislamistów, wielu przewinęło się przez OT z rekomendacji Kukuły, a ich szef w Pałacu jest z rekomendacji szefa z Żoliborza, to po co będą się narażać? A obrona Ojczyzny? „To dobre dla frajerów i maluczkich” – jak napisano złośliwie w sieci. A jeśli ktoś nie wie, skąd się nagle wzięło 4,7 proc. PKB na wojsko, to już wie, bo pensja też jest do tego wliczana. Nie wiem, jak jest z moją emeryturą wojskową. Naprawdę już się boję, co to będzie, gdy nadleci masa dronów i rakiet ze Wschodu. A może nie nadlecą, bo nie będą musiały? Trump jeszcze jakiś czas porządzi, a przy jego „decyzjach” wszystko jest możliwe. Nawet i to, że jak się dogada z Putinem, to swoje wojsko może wycofać nawet nie do Niemiec, ale za ocean.

Paradoksalnie dużo będzie zależało od wyborów do parlamentu Węgier. Czy w rocznicę wylotu pierwszego człowieka w kosmos, 12 kwietnia, uda się 5,3 miliona Węgrów uprawnionych do głosowania (plus niemała liczba za granicą) wyprawić w kosmos Orbána? Z tego, co czytam i słucham, ma być tak jak u nas. Na żyletki. Oby nie było krwawych rozruchów na ulicach. Ciekawe, co wtedy powie Trump i Putin, gdyby Orbán przegrał, i to wysoko. JAN

Po co była ta wizyta?

(…) Karol Nawrocki, uderzając w faryzejsko-patriotyczne tony, odmówił niedawno podpisania ustawy w sprawie przyjęcia mechanizmu SAFE, który to mechanizm umożliwiłby nam szybkie dozbrojenie się, bez zbędnych deliberacji w Sejmie i okazji do przekrętów. Nic tak zapewne w ostatnich miesiącach albo i latach nie ucieszyło rezydentów Kremla, jak wyżej wymieniona decyzja naszego „rezydenta”! Wypada zapytać, czyje interesy reprezentuje ten człowiek? Czy to na pewno są interesy Polski?

W ostatnich dniach obiegła kraj relacja z wizyty Karola Nawrockiego na Węgrzech, a zwłaszcza sposób, w jaki „(p)rezydent” reaguje na krytykę. Proponuję zajrzeć do internetu i dokładnie przyjrzeć się sytuacji, gdy dziennikarz TVN zapytuje K. Nawrockiego o puti nowskie sympatie Orbána. Widać wyraźnie narastającą wściekłość naszego „wodza”, którego zdradza język ciała. Sztuczny uśmiech utrzymuje z coraz większym trudem, w końcu przyjmuje on postawę rodem z kibolskiej ustawki. Oto kończy się wyuczona rola polityka i dyplomaty, wracają szalikowe przyzwyczajenia: sztywny kark z głową wystawioną ku przodowi i zaciśnięte pięści. A potem reprymenda wobec „bezczelnego” dziennikarza, która chyba tylko cudem obyła się bez bluzgów.

Zobaczyliśmy Nawrockiego takim, jakim jest w rzeczywistości, gdy puszczają mu hamulce i zalecenia spin doktorów: brutalnego gracza, który nie lubi i nie chce z nikim dyskutować. A skoro już mówimy o tej wizycie, to warto zapytać, w jakim właściwie celu się ona odbyła? Czy jej celem było rozwiązanie sprawy ukrywających się na Węgrzech Ziobry i Romanowskiego w postaci sprowadzenia ich do kraju i błyskawicznego ułaskawienia? A może K. Nawrocki szykuje sobie miękkie lądowanie w bratnim kraju w razie pociągnięcia do odpowiedzialności za łamanie Konstytucji i celową obstrukcję w procesie wyboru składu Trybunału Konstytucyjnego? A może po prostu dobrze wie, że za bardzo nie ma dokąd jeździć i pozostaje mu Budapeszt na otarcie łez. Te ostatnie są jednak tylko chwytem retorycznym: Karol Nawrocki nie będzie płakał po Unii Europejskiej, od początku bowiem niedwuznacznie ogląda się na wschodnie wzorce i jego działania są w istocie nakierowane na pełzający polexit. Trzeba doprawdy wielkiej ślepoty, by tego nie zauważyć!

Ktoś powie, że do polexitu potrzeba referendum. Oczywiście, że tak. Ale nie wymaga wielkiego trudu, by to referendum poszło po myśli tych, którym zależy najbardziej na jego przeprowadzeniu – wystarczy użyć sprawdzonych metod z Wysp Brytyjskich. Jako zatroskany obywatel Polski i polski patriota uważam, że Unia Europejska jest dla nas nie tylko geopolitycznym zakotwiczeniem w świecie Zachodu, ale też gwarantem uczciwych procedur wewnętrznych, co oczywiście nie podoba się PiS-owi i Konfederacji: jedni bowiem nie lubią, gdy ktoś im patrzy na ręce, drugim nie w smak jest w ogóle nasza przynależność do świata zachodnich wartości.

Tymczasem obecny prezydent, jeszcze bardziej niż jego poprzednik, robi wszystko, by popsuć nasze stosunki z demokratycznym światem. Jedyny wyjątek czyni dla USA, gdzie jego odpowiednik i mentor rozmontowuje architekturę bezpieczeństwa ku uciesze Kremla. NATO trzęsie się dziś w posadach, pomarańczowy autokrata wygraża pięścią nawet sojusznikom, zatem jedyną silną strukturą pozostaje dla nas Unia Europejska. Dlatego raz jeszcze musi wybrzmieć: Ręce precz od Unii Europejskiej! Stanowcze „nie” dla nowej targowicy, której celem jest nasze wyjście z orbity bezpieczeństwa! Precz z targowiczanami, którzy pod hasłami wolności wyprowadzają nas na Wschód! Tak nam dopomóż Bóg! WOJCIECH K.

Majestat Rzeczypospolitej

„Jękły głuche kamienie, ideał sięgnął bruku” – ta metafora Cypriana Kamila Norwida dobrze obrazuje podeptanie wzniosłych wartości wizytą Nawrockiego u Orbána 23 marca, na krótko przed wyborami na Węgrzech. Majestatem Rzeczypospolitej wsparty został sprawca demontażu zasad demokracji na Węgrzech, braku praworządności, orędownik polityki proputinowskiej i fan korupcji. Prywatna wizyta na koszt państwa wynikała z wdzięczności Nawrockiego dla Trumpa za poparcie w wyborach prezydenckich w Polsce.

To realizacja celów amerykańskich republikanów – rozczłonkowania UE, celów skrajnej prawicy europejskiej – przekształcenia Unii w luźny sojusz suwerennych państw narodowych, a także celów cara Rosji – osłabienia jedności Zachodu i odbudowa rosyjskiej strefy wpływów w Europie Wschodniej. Na nic martyrologia Nawrockiego ściganego ponoć listem gończym przez Putina, za nic zaszczytne zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi RP, którym Orbán blokuje unijne 2 mld złotych, po nic dla Polski pojechał Nawrocki do Budapesztu. Czołobitność i wazeliniarstwo transatlantyckie jest w kręgach ruchu MAGA wymagane, lizus (ang. brown-noser) za plecami mile widziany, więc przeróbka wiersza A. Mickiewicza pt. „Pani Twardowska” pasuje w tym wypadku podmiotowi literackiemu jak kibolski kastet na rękę: „… musisz skąpać się w tej misie, a to jest woda święcona. Diabeł kurczy się i krztusi, aż zimny pot na nim bije, Donald każe, Karol musi, skąpał się biedak po szyję” – i czuć smród budapeszteńskiej wizyty, honor można w buty schować. A zimne poty czuł Nawrocki już przed wyjazdem, kiedy reporter Mateusz Półchłopek zapytał go, czy przed spotkaniem z Orbánem nie przeszkadza mu bliska relacja premiera Węgier z Putinem. Dziwi zacietrzewiony atak na redaktora argumentem, że byłego dyrektora IPN ściga listem gończym Putin, bo pytanie było o jego kumpla Orbána. A już zupełnym „chamstwem” (to cytat z marszałka Sejmu) w stylu D. Trumpa był nakaz: „… Pan redaktor się ogarnie i słucha, co mówi prezydent Polski”.

To ja odbijam piłeczkę, mówiąc: „Pan (p)rezydent się ogarnie i słucha, o co pyta redaktor w imieniu milionów Polaków”. Niech ogarnie się i przeczyta, co na temat swojego weta do zmian w prawie karnym mają do powiedzenia kibice piłkarscy w Polsce, a nawet kibole. Niech ogarnie się i zrobi remanent wśród fasadowych „osobistości” w Pałacu, zachowujących się jakby pozjadali wszystkie rozumy, ale nie przysparzających chwały majestatowi Rzeczypospolitej. Jak Kosma i Damian Kiemlicze z „Potopu” Sienkiewicza zachowują się panowie Przydacz i Bogucki, „odwalając” lub „zawalając” loszek polskiej polityki na czyjeś polecenie. Pierwszy, po nakazie „zagęszczania ruchów” (przyspieszanie pracy) przez min. R. Sikorskiego, jawi mi się jako gbur wycierający gębę rękawem po zjedzeniu strawy. Drugi, drwiąc z nazwiska redaktora M. Półchłopka, nie dostrzegając w nim nawet „półdziennikarza”, lecz „ćwierćdziennikarza”, jawi mi się jako prymitywny gbur jedzący posiłek rękoma.

Kiemlicze polskiej polityki nie zdają sobie sprawy z bycia narzędziem w rękach tak Trumpa – w wysadzaniu UE od środka, jak i Putina – w obrzydzaniu społeczeństwu paktu NATO, który w razie potrzeby nie będzie ponoć zdolny do jakiejkolwiek pomocy. Czy splendorem dla majestatu urzędu prezydenckiego RP było stanięcie w jednym szeregu poparcia dla zwanego przez jeden z tygodników „przebiegłym oszustem demokracji” z eurosceptycznymi „patriotami dla Europy” przytulonymi do Putina: Marine Le Pen, Matteo Salvinim, Andrejem Babiszem? Obrzydliwość. A Kiemlicze pałacowi jak krętacze mydlą Polakom oczy o „roboczej wizycie”. JANUSZ

„Uważam, że Kartagina musi być zniszczona” 

Tak swoje publiczne wystąpienia kończył Katon Starszy, nawet jeżeli podstawowa część wystąpienia dotyczyła innego problemu. Aktualnie u nas rolę rzeczonej Kartaginy od lat pełni Tusk. Wprawdzie Kaczyński Katonem nie jest i już nim (chyba) nie zostanie, ale wokół potakiwaczy (katonków) i powielaczy różnych metod niszczenia Tuska jest ci u nas dostatek. Trudno zliczyć i wymienić wszystkich, jest ich całe mnóstwo i pojawiają się ciągle nowi – poczynając od Szydło, Morawieckiego, Nawrockiego, a kończąc na najnowszym odkryciu prezesa, czyli Czarnku. I usilnie starają się pomóc swemu idolowi, usilnie pracują każdego dnia nad coraz to nowymi metodami niszczenia Tuska. A wszystko to powstało na bazie zawiedzionych marzeń i planów jednego człowieczka. Nienawiść, zazdrość i chęć zemsty są uczuciami negatywnymi. Porażony tymi „chorobami” jest bardzo nieszczęśliwy i nic nie może ukoić bólu wewnętrznego, jaki on znosi permanentnie od lat. Przyjął zasadę, że po nim choćby potop, on i tak swego nastawienia nie zmieni (…). 

Dziwię się nieco pozostałym „katonkom” żądającym unicestwienia Tuska, zastosowania polexitu czy wyrażającym niechęć do naszych zobowiązań prawnych i moralnych w stosunku do UE; ludziom, którzy mają rodziny, kształcące się dzieci i wnuki i mienią się patriotami. A nie zawsze są to ludzie krótkowzroczni. Czy taka niechęć, nienawiść do wszystkiego, czego oni nie podzielają, może przesłaniać zdrowy rozsądek? Świat drży w posadach, coraz mniej waży ludzkie życie, coraz częściej umiera się z powodu czyjegoś pędu do władzy nieograniczonej. Sądzę, że Trumpowi imponuje Putin, Łukaszenka, Orbán czy Netanjahu, którzy potrafili tak swoją pozycję dzierżyciela władzy ugruntować prawnie – terrorem w stosunku do niepokornych i wypracowanymi metodami rządzenia – że zapatrzony w ich sukcesy marzy o poszerzeniu swej władzy na świat cały, choćby ten świat miał spłonąć w bratobójczych walkach. 

Zbyt późno się do tego zabrał i chyba z niewłaściwej strony. Raz żąda pokojowego Nobla i pędzi niczym gołąbek pokoju z gałązką oliwną, innym razem każe bombardować elektrownie, szkoły i obiekty publiczne i zatapiać okręty. Rano nakłada obostrzenia podatkowe, wieczorem je znosi. Facet, zdaje się, ma pięć piątków w tygodniu. Może to wiek, a może coś znacznie gorszego? Oby wciśnięcie nieodpowiedniego „guzika” nie nastąpiło ze świadomym zamiarem lub zupełnie przypadkowo, przy obniżonym nastroju. A współczesna nasza Kartagina twardo znosi ataki „katonków” maści wszelakiej i trwa! BABCIA HELENKA 

2026-04-15

Angora