R E K L A M A
R E K L A M A

Gdy wojna puka do drzwi. Syreny zrywają rodziny z łóżek

O czwartej nad ranem zrywa ich z łóżek przeraźliwy dźwięk. W dzień przychodzą SMS-y z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Co robić? Gdzie się schować? Na Lubelszczyźnie takie pytania stały się częścią codzienności.

Fot. Flickr

Ewa, mama trójki dzieci, przez czterdzieści minut siedziała z nimi w łazience, gdy rozległ się alarm. Nie wszyscy bliscy rozumieją jej lęki. Siostra spod Wrocławia i brat z Torunia uważają, że Polsce wojna nie grozi. Jednak Ewa woli dmuchać na zimne. Ustaliła z rodziną miejsce zbiórki na wypadek najgorszego – domek letniskowy czterdzieści kilometrów od miasta.

Niepokój budzi także sam system ostrzegania. Iwona, nauczycielka, opowiada, że czasem nie dostaje alertu, choć wyją syreny, czasem wiadomość przychodzi, a alarmu nie ma. W galeriach handlowych klienci robią zakupy, jak gdyby nic się nie działo. Piotr Kukier, urzędnik z Lublina, wziął sprawy w swoje ręce. Opracował nieoficjalną aplikację Strażnik.eu, która korzysta z oficjalnych źródeł informacji, pokazuje na mapach loty dronów i rakiet oraz emituje sygnały alarmowe. Jego aplikacji używają już inni mieszkańcy. Lecz technologia nie wystarczy. Trzeba wiedzieć, jak się zachować. Dariusz Krzysztofik, prowadzący szkolenia z obrony cywilnej, radzi, aby wcześniej znaleźć bezpieczne miejsce – podziemny parking, piwnicę, pomieszczenie bez okien. Podczas alarmu nie należy pozostawać na otwartej przestrzeni ani kontynuować jazdy samochodem.

Nie wszyscy traktują ostrzeżenia poważnie. Anna Dąbrowska, szefowa stowarzyszenia Homo Faber, wspomina, jak podczas alarmu w centrum integracyjnym Baobab część osób nie chciała podporządkować się procedurom i zejść do piwnicy. – Odporność społeczna to wiedza, umiejętności, współpraca i wzajemne zaufanie. Bez tego sobie nie poradzimy – twierdzi Dąbrowska. Mieszkańcy regionu pomału zaczynają odrabiać lekcję bezpieczeństwa. Rośnie zainteresowanie bezpłatnymi szkoleniami Wojsk Obrony Terytorialnej, gdzie uczą udzielania pierwszej pomocy, przygotowania do ewakuacji, rozpoznawania dezinformacji czy pakowania plecaka awaryjnego. Szkolą się pracownicy urzędów, firm i instytucji.

Swoje procedury wprowadzają szkoły. Na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim pierwszoroczni studenci uczą się, co oznaczają alarmy i gdzie szukać schronienia. Oby ta wiedza nigdy im się nie przydała.

2026-11-01

(EW) Na podst. Anna Gmiterek-Zabłocka. Nikogo nie zmuszę do zejścia do piwnicy. Krytykapolityczna.pl