Cztery lata temu trójka etatowych aktorów Teatru Nowego postanowiła kontynuować tradycję legendarnego ImproAtaku! i stworzyć Scenę Impro. Jolanta Jackowska, Konrad Michalak i Michał Kruk, do których później dołączyli Adam Mortas i Antoni Włosowicz, od tego czasu regularnie dowodzą, że najlepszy scenariusz to ten, którego nie ma. Spotkaliśmy się, żeby porozmawiać o sztuce mówienia „tak, i…“, o publiczności jako trzecim aktorze i o tym, czy naprawdę da się zaufać komuś, kto za chwilę wymyśli ci biografię na poczekaniu.
Jak zaczęła się Wasza przygoda z impro? Kto jest najstarszy stażem?
Konrad Michalak: Zaczęło się klasycznie: ktoś nas namówił, by spróbować grać bez scenariusza, a potem już było za późno, bo złapaliśmy bakcyla. Nie ma znaczenia, kto jest najstarszy stażem, zresztą nie zdradzimy, kto to jest – niech każdy z nas zachowa tę iluzję kompetencji.
Sama Scena Impro powstała w 2022 roku jako kontynuacja tradycji zespołu ImproAtak!, który od 2014 roku był stałą pozycją repertuarową Teatru Nowego. Tamta formacja zbudowała w Łodzi prawdziwy kult improwizacji, a my poczuliśmy się na tyle pewni siebie – albo na tyle lekkomyślni – żeby przejąć pałeczkę.

Co w impro jest najtrudniejsze, a co najłatwiejsze?
Jola Jackowska: Najtrudniejsze jest zaufanie – do siebie, do partnera i do tego, że cisza też bywa złotem. Na co dzień w teatrze masz tekst, reżysera, scenografię. Tutaj masz partnera, który właśnie zdecydował, że jesteś na przykład jego teściową z Wałbrzycha, więc godzisz się na to w ułamku sekundy i zaczynasz nakręcać włosy na wałki. Dla improwizatora sceniczny partner jest największym darem i zarazem największą zagadką.
Najłatwiejsze? Reakcja na publiczność. Bo jak już z nami są, to sami nas niosą. Energia, którą dają, jest jak paliwo rakietowe – czasem spokojna, czasem wybuchowa, ale zawsze prawdziwa.
Czy publiczność ma wpływ na spektakl? Pytam, bo niektórzy twierdzą, że macie podstawionych widzów…
Adam Mortas: Gdybyśmy mieli podstawionych widzów, nasze spektakle byłyby znacznie bezpieczniejsze, ale i nie tak ciekawe. My uwielbiamy być zaskakiwani! Publiczność ma wpływ absolutny. Jest równorzędnym twórcą, tylko siedzi wygodniej.
Jedno słowo z widowni potrafi zmienić cały spektakl, a jedno westchnienie tempo, energię i nasze decyzje. Czujemy ją cały czas – jest jak barometr, który mówi: dalej, wolniej, mocniej, albo „jeszcze raz, ale szczerzej”. Nie ma mowy o podstawionych sugestiach. Ludzie przychodzą, rzucają nam wyzwanie, a my z radością i otwartością podejmujemy rękawicę.
Jak wytłumaczyć komuś, kto nigdy nie był na impro, czym to właściwie jest?
Konrad: Wyobraź sobie spektakl, w którym aktorzy nie znają scenariusza, reżyser nie wie, co się wydarzy, a o fabule decydują widzowie. I z tego pozornego chaosu rodzi się coś wyjątkowego – prawdziwy, żywy teatr, który zdarza się tylko raz. Za każdym razem historia jest inna, bo za każdym razem inna publiczność podpowiada inne pomysły.
Jola: Dlaczego warto przyjść? Bo to jedyna forma teatru, gdzie możesz powiedzieć „chcę historię o hydrauliku, który zakochał się w jednorożcu na stacji benzynowej” – i dostaniesz ją. Na żywo. Z muzyką.
Co Was wyróżnia na tle innych grup impro?
Adam: Cóż, powiedzmy skromnie: jesteśmy zespołem zawodowych aktorów. Każdy z nas pracuje na co dzień w Teatrze Nowym, gra w repertuarowych spektaklach, ma za sobą lata pracy na scenie. Warsztat aktorski daje nam bazę i pewną swobodę, którą wykorzystujemy w improwizacji.
Poza tym mocno stawiamy na muzykę. Współpracujemy z fantastycznymi muzykami – pianistami Rafałem Rybakiem, Dariuszem Igielskim, Martą Sobczak i beatboxerem Marcinem „Zorakiem” Szymańskim. Muzyka w naszych spektaklach nie jest tłem – jest partnerem, który albo reaguje na każdą zmianę emocji, każdy zwrot akcji, albo te zmiany prowokuje.
Czy do impro są próby? Co właściwie próbujecie, skoro nie ma scenariusza?
Michał Kruk: Tak, próby są – tylko nie próbujemy scen, a siebie nawzajem. Trenujemy uważność, słuchanie, reagowanie, a przede wszystkim odpuszczanie kontroli. Próba impro to trochę jak siłownia dla wyobraźni i mięśni odpowiedzialnych za „okej, idę w to”.
A jak już jesteśmy przy tym – nasze przygotowania to nie tylko sala prób. Robimy wspólne wycieczki rowerowe, chodzimy razem na siłownię, wyprowadzamy sobie psy, skręcamy meble. I o tym wszystkim potem gramy, bo impro żywi się prawdziwym życiem – nie da się być autentycznym na scenie, jeśli nie jesteś autentyczny poza nią. Prywatnie się kolegujemy, może nawet przyjaźnimy, dzięki czemu jest nam łatwiej zaufać sobie na scenie.

Możecie zdradzić coś więcej o projekcie serialu impro?
Konrad: Pracujemy nad kilkoma nowymi formatami. Rozwijamy horror improwizowany – dla tych, którzy lubią się bać, ale też śmiać. Planujemy serial impro – wyjątkowy format w odcinkach. Będzie mocno osadzony w lokalnych, łódzkich realiach. Widzowie będą mogli śledzić losy bohaterów przez kilka wieczorów, a każdy odcinek oczywiście będzie od początku do końca improwizowany.
No i rozwijamy nasze sprawdzone formaty – „Romans z mordercą”, czyli improwizowaną komedię kryminalną oraz pozostałe hity. Nudno z nami nie będzie.
Czy impro ma przyszłość?
Jola: Impro ma przyszłość, bo świat coraz bardziej przypomina improwizację – szybko się zmienia i wymaga reakcji tu i teraz. Przy okazji – gramy też eventy firmowe, prowadzimy warsztaty. HR-owcy, jeśli to czytacie: impro to świetny teambuilding, integracja, narzędzie szkoleniowe i sposób na pokazanie pracownikom, że firma ma poczucie humoru!
Za co kochacie impro?
Michał: Za to, że nigdy nie wiemy, co nas czeka. Za to, że na scenie wspieramy się nawzajem – bo nie ma innego wyjścia, gdy partner właśnie oznajmił, że jesteś wirusem ebola, który nie dostał wizy do USA. Za to, że każdy wieczór jest inny, niepowtarzalny i zdarza się tylko raz. Wychodzimy, nie wiemy, co się wydarzy i za to właśnie kochamy impro.
Kiedy najbliżej można Was zobaczyć?
Luty będzie u nas gorący. Zapraszamy na:
7 lutego (sobota, godz. 19:00, Duża Scena) – 4. urodziny Sceny Impro! Improwizowana komedia urodzinowa. Cztery lata temu przejęliśmy schedę po ImproAtaku! i zamierzamy to świętować. Z Wami. I z historiami, które wymyślicie na miejscu.
14 lutego (sobota, godz. 21:15, Duża Scena) – Walentynkowa gra wstępna. Improwizowana komedia romantyczna na Walentynki. Idealna randka dla par, które lubią się śmiać i dla singli, którzy chcą zobaczyć, jak inni walczą o miłość.
21 lutego (sobota, godz. 21:15, Mała Scena) – ImproShoty! Najbardziej dynamiczny format – krótkie gry improwizowane z aktywnym udziałem publiczności. Szybko, intensywnie, bez litości.
Bilety dostępne na stronie Teatru Nowego. Do zobaczenia – dosłownie, bo bez Was nie ma spektaklu.
Scena Impro Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi
Aktorzy: Jolanta Jackowska, Michał Kruk, Konrad Michalak, Adam Mortas