R E K L A M A
R E K L A M A

Czy król musi być oszczędny? Recenzja Range Rovera Sport

Range Rover Sport to samochód symbol. Bogactwa, sukcesu, luksusu. Ale i wóz, który zapewnia potężną dawkę komfortu, którym po prostu chce się jeździć. Wielkie, mocne silniki pod maską, które pożerają mnóstwo paliwa, to również jeden ze znaków szczególnych brytyjskiego SUV-a. Producent, chcąc wyjść naprzeciw narzekającym na wysokie wyniki spalania benzyny, oferuje także hybrydy plug-in, wpisując się w panujące w motoryzacji trendy. I może to rozwiązanie miałoby sens, gdyby nie fakt, że traci go już na dzień dobry...

Fot. Maciej Woldan

Z hybrydami typu plug-in, potocznie nazywanymi tymi z wtyczką, które należy regularnie ładować, żeby sensownie korzystać z ich walorów, wiąże się niezbyt długa, lecz dynamiczna historia. Pierwsze proponowane przez producentów modele wydawały się sztuką dla sztuki i absurdem mającym na celu wyłącznie spełnianie coraz bardziej restrykcyjnych norm emisji spalin. Żeby tylko udowodnić, że dany model jest w stanie zużywać wybitnie niskie ilości paliwa… Często w laboratoryjnych warunkach i tylko na krótkich dystansach. Małe baterie, pozwalające przejechać w elektrycznym trybie raptem 30 kilometrów, i szarpiące napędy nie dawały powodów, żeby się nimi ekscytować. Zwłaszcza że w pakiecie „dostawaliśmy” zwykle mniejsze bagażniki i mniejsze zbiorniki paliwa niż w odmianach niehybrydowych, bo gdzieś trzeba było przecież zmieścić ciężkie akumulatory. Najważniejsze i najtrudniejsze dla tego typu hybryd, żeby mogły się przebić i zyskać popularność, były ich ceny. Zdecydowanie wyższe od pozostałych typów napędów.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-01-11

Maciej Woldan