R E K L A M A
R E K L A M A

Normandzka tarta z jabłkami i calvadosem. Sekrety kuchni francuskiej

Pyry w Wielkopolsce, ziemniaki i kartofle w całym kraju, grule na Podhalu. Dzisiaj sięgniemy po kilka przepisów alpejskich. Francuzi nazywają ziemniaki ziemnymi jabłkami, więc i jabłka pojawią się w tej opowieści. Żeby jednak zrozumieć tę kulinarną historię, musimy przenieść się nad wybrzeża Normandii i Bretanii, które Atlantyk obija burzliwymi bałwanami, upstrzonymi białymi kołnierzami fal. Voilá! 

Fot. Pixabay

Ziemniak – to niby nic. Wiadomo z wody, z patelni, z piekarnika, z ogniska. Ogołocony ze skórki albo w mundurku. Cały czy pocięty na frytki albo na ćwiartki. Może być purée. To znamy z polskiego podwórka. Ale okazuje się, że z ziemniaka można zrobić cudo. O rodzajach ziemniaków i o tym, który do czego się najbardziej przydaje, nie ma co pisać, bo na ten temat powstały już „Encyklopedie Ziemniaka”. I tylko dziw bierze, że we Francji przez długie lata ludzie bali się ziemniaków, uznając je za truciznę. Dopiero gdy głód ścisnął im kiszki, bo plaga zniszczyła uprawy zbóż, Parmentier – farmaceuta, higienista i prekursor chemii spożywczej – zdołał przekonać rodaków do tego warzywa. Sam poznał jego smak w pruskiej niewoli. Francuzi byli wobec ziemniaków niechętni, bo słyszeli, że mogą być trujące. I rzeczywiście, bywają. Jednak to właśnie Parmentier przełamał francuski opór, gdy przez kilka kolejnych lat zaraza dziesiątkowała zbożowe łany. A z ziemniaka możemy zrobić cuda. Małe, lekko słone ptysie nadziewane migdałami i bazylią. Ziemniaki „polewane” żółtym serem z Jury. Góralskim specjałem. Zresztą ziemniak i ser świetnie do siebie pasują. Czy to będzie ser alzacki – munster, sabaudzki czy z Jury, wszystko jedno. Trzeba to jednak obficie posypać ziołami – zmielonym rozmarynem, bazylią albo szafranem czy goudą. 

Pół tysiąca lat tradycji

A teraz pora na jabłka. Skoro o nich mowa, to oczywiście trafiamy do Normandii, choć Bretania też mogłaby się tu dopisać. Można by przyrządzić pierś kaczki podsmażoną na własnym tłuszczu z jabłkami i borowikami, ale w Normandii nikt nie będzie marnował jabłek na takie dodatki. Tam przerabia się je na lekki cydr, czyli napój alkoholowy o mocy zbliżonej do piwa, oraz na calvados – wytrawną, jabłkową wódkę. Nie żaden słodki trunek, tylko coś naprawdę wytrawnego. I właśnie na calvadosie gotuje się tam wszystko: jagnięcinę, wołowinę, owoce morza i warzywa. I to jest pyszne. Aromatyczne. Calvados produkuje się w Normandii od pół tysiąca lat. Jest tam tak znany jak camembert czy Wilhelm Zdobywca – ten, co to podbił Anglię. Wiking z Normandii. Oczywiście do naszej potrawy dodamy nieco calvadosu. A teraz specjał – tarta. Sześć jabłek. Placek francuski. Łyżeczka cukru trzcinowego, dwie łyżeczki calvadosu. I oto jest normandzki przysmak. 

2026-04-12

Marek Brzeziński