Chłopak nosił przezwisko Słoniowy Łeb (miał nieproporcjonalnie dużą głowę na wątłym tułowiu), a nie ono było najgorsze. Niechęć do nauki pozwalała mu zgadzać się z rodzicami, że nic porządnego z niego nie wyrośnie. Jeśli coś go wyróżniało, to umiejętność błaznowania. „Często udawałem Stracha na Wróble z Czarnoksiężnika z krainy Oz, Belę Lugosiego w roli Draculi czy Borisa Karloffa jako monstrum doktora Frankensteina. Dobrze mi szło naśladowanie głosów i dźwięków. Umiałem rżeć jak koń i szczekać jak pies” – wspomina aktor. Niemniej pobyt w szkole przyniósł przełom. Hopkins zetknął się z Szekspirem, który w niejasny, podprogowy sposób pobudził jego umysł i zmysły. Zobaczył na scenie Laurence’a Oliviera w roli Hamleta. „Było to nieziemskie doświadczenie. Żal Hamleta z powodu śmierci ojca i zdrady zmarłego męża przez matkę. Rozpłakałem się pod wpływem dramatycznego opisu tragicznych losów ojców i matek, wszystkich nas bowiem nawiedzają duchy przeszłości. Byłem jeszcze zbyt młody, żeby zrozumieć głębsze przesłanie tych słów, lecz moją duszę objęła we władanie jakaś potężna siła”. Wkrótce przekonał się, że sam potrafi podobne wrażenie wywołać. Oto na lekcji angielskiego nauczyciel kazał mu przeczytać wiersz. „Po raz pierwszy poproszono mnie o pokazanie, zagranie czy wyrecytowanie czegokolwiek przed grupą ponurych chłopaków, a ja do tej pory zawsze siadałem na samym końcu sali. «Nie podnoś głowy. Nie angażuj się. Nie ufaj nikomu ». Był to wiersz The West Wind Johna Masefielda. Zacząłem czytać, byłem ciekawy, o czym będzie. Chłopcy nie płaczą. Chciałem zapłakać, ale tego nie zrobiłem. W sali panowała cisza jak makiem zasiał, nie było chichotów ani kpin. Nauczyciel spojrzał na mnie. – Dziękuję. Dobrze ci poszło”.
Rodzice martwili się jednak o syna. Wiedzieli, że jeśli nie wyrwie się z walijskiej szarości, to zginie. Uważali go za
przypadek beznadziejny.
Tak wspominał po latach, ale wówczas zgadzał się z ojcem. Też uważał się za przypadek beznadziejny. Jedynie „matka akceptowała większość moich wad i niedociągnięć. Miała iście stoickie podejście do życia: – Będzie, co ma być”. Walijski fatalizm przegrał jednak z imperatywem, by dowieść rodzicom, że się mylą. Łajany za kolejny niechlubny arkusz ocen okazał opór. „Z moich ust wydobył się cichy, spokojny głos: – Kiedyś jeszcze wam pokażę. Obydwojgu”.
Po latach i olśniewającej karierze artysta o tamtym epizodzie pisze: „Ta chwila absolutnej pewności siebie złączyła dwie dotychczas odrębne części mojej osobowości. To było to! Jakby coś we mnie wskoczyło na swoje miejsce i kazało mi zapiąć pasy. Beznadziejny mały Walijczyk gotował się do działania. Jakiego? Nie miałem pojęcia, ale nie to było ważne. Czułem się tak, jakby jakaś potężna, przyjazna ręka chwyciła mnie za ramię. Usłyszałem wewnętrzny głos: „Teraz już wiesz. Nie ma odwrotu. Nigdy nie należałeś do tej rodziny. O nic nie proś, niczego nie oczekuj, przyjmuj wszystko ze spokojem”. Niedługo potem chłopca zobaczył emigrant z Pendżabu, który powiedział: – Ty, młody człowieku, masz oczy węża, a to oznacza kłopoty. Ale pewnego dnia będziesz sławny na całym świecie, a niedługo zamieszkasz w ogromnym zamku. Choć wtedy syn walijskiego piekarza nie marzył o sławie i życiu w zamku, jego losy nabrały dynamiki.
Zachęcony przez matkę 17-latek wysłał aplikację o stypendium aktorskie w Cardiff College of Music and Drama. Dostał je. Poczuł kolejne tchnienie nadziei na odmianę losu i pożegnanie ze „strasznymi walijskimi bliźniętami – Nieszczęściem i Czarną Rozpaczą”. Lokalna popołudniówka odnotowała fakt, że Anthony Hopkins, syn piekarza z Port Talbot, otrzymał stypendium aktorskie. – Jesteś sławny – oznajmił ojciec. – Wspaniale! – zagruchała matka. – Gratulacje. – Następny przystanek: Hollywood – zażartował ojciec. Gdy w 1974 roku rodzice przylecieli z Walii na premierę przedstawienia „Equus” w Nowym Jorku i byli świadkami sukcesu ich syna, „ojciec miał łzy w oczach. Nadal nie mógł uwierzyć, że jego dziwaczny syn zaszedł aż tak daleko”.
Od Cardiff zaczęła się aktorska, najpierw teatralna, droga ku sławie. Potem wojsko, teatry w Manchesterze, Nottingham, studia Royal Academy of Dramatic Art (1961 – 1963). Dla Hopkinsa były to lata skupienia na pracy i uzmysławianie sobie roli aktora. „Miałem tak ograniczone kontakty z rówieśnikami, że niemal całkowicie ominęło mnie radosne szaleństwo londyńskich lat 60. Swingujące lata 60., narodziny Beatlesów i Rolling Stonesów, Carnaby Street i słodkie idiotki – to wszystko praktycznie mnie nie dotyczyło. Były to czasy wolnej miłości, minispódniczek i marszów politycznych. Wszyscy bawili się na potęgę, a ja stałem z boku”.
Subskrybuj