Polski Manchester
Jak wszędzie, także w Łodzi, wchłaniającej tysiące artystów, uczonych, dziennikarzy, entuzjazm był ogromny. Otwierano gazownie, szpitale, szkoły i kina. Pod koniec stycznia 1945 roku rozpoczęła próby orkiestra symfoniczna, na razie 30-osobowa. Nie miało już znaczenia, że Łódź przedwojenna była cywilizacyjnym przedmieściem. Była „złym miastem”, brzydkim, niekojarzonym z wysoką kulturą. Jego hipotekę obciążał drapieżny kapitalizm nie tylko XIX wieku, ale także dwudziestolecia. Według jednych „sezon ogórkowy trwał tu cały rok”, inni upatrywali potencjału w fakcie, że jest tu tak niewiele. A skoro nie ma prawie niczego, to tyle jest do zrobienia… „Po drugiej wojnie miasto przeżyło oświatowy awans, jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać szkoły wyższe: Uniwersytet Łódzki, Politechnika Łódzka, oddział warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej, Wyższa Szkoła Gospodarstwa Wiejskiego, Państwowa Wyższa Szkoła Pedagogiczna i te artystyczne – Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych, Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna, Państwowa Wyższa Szkoła Muzyczna, Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa”… Gdy w 1948 roku tuzy polskiej kultury odjechały z Łodzi do Warszawy, uczelnie pozostały. Pozostali uczeni i tysiące studentów z całej Polski. Polski Manchester stał się – na łódzką miarę! – Oksfordem. „Wiosną 1945 roku zarejestrowano około trzech tysięcy studentów, jesienią będzie ich ponad dziesięć tysięcy. Już w roku akademickim 1945/1946 Uniwersytet Łódzki był drugim – po Krakowie – największym uniwersytetem”. Fakt, że miasto oferowało naukowcom i artystom mieszkania i warunki życia nieporównywalne ze zrujnowaną Warszawą, przydawał Łodzi atrakcyjności i magnetycznego dotąd wdzięku. „Kto późno do Łodzi przychodzi, sam sobie szkodzi” mawiano. Miasto dosłownie puchło. „Od 19 stycznia do końca 1945 roku do Łodzi przybyło blisko 206 tysięcy ludzi. Przeprowadzony w lutym 1946 roku spis ludności wykazał, że miasto liczy niemal 499 tysięcy osób, co stawiało je na pierwszym miejscu w kraju, przed Warszawą”.
Subskrybuj