Oto Reef Hawk, ulubieniec Hollywood (w tej roli Keanu Reeves), laureat dwóch Oscarów, otrzymuje niepokojący sygnał od swojego prawnika. Ktoś jest w posiadaniu kompromitującej taśmy z nagraniem, które może błyskawicznie zakończyć imponującą karierę aktora. Na spotkaniu z prawnikiem (w tej roli szalony i mocno przerysowany Jonah Hill) Reef otrzymuje radę, aby sporządzić listę potencjalnych wrogów, przypomnieć sobie dawne z nimi zatargi i ich przeprosić.
Sama taśma i to, co zawiera, owiane jest tajemnicą. Samolubny i egoistyczny Reef korzysta z usług specjalistów od wizerunku, którzy dbają niemalże o każdy jego publiczny gest i wypowiedź. Niestety, wyskoków gwiazdora sprzed lat nie są w stanie kontrolować. Reef jest przekonany, że wszyscy go kochają, ale jego asystentka szybko wyprowadza go z błędu. Lista tych, których skrzywdził i wykiwał, jest całkiem długa. Aby uprzedzić szantażystę, Reef wyrusza w trasę z przeprosinami.
Pierwszym, którego przeprasza, jest jego menadżer z czasów dziecięcych. I tu ciekawostka, w tej roli wystąpił słynny reżyser Martin Scorsese, którego podziwiamy nie za kamerą, ale na planie. Jednak najbardziej zabawna scena (chyba najlepsza w filmie) to ta, w której Reef chce pogadać i pogodzić się z własną matką (w tej roli rewelacyjna Susan Lucci). Matka Reefa od lat jest gwiazdą telewizyjnych, kiczowatych do bólu programów w stylu reality show. To właśnie z ich powodu Reef zerwał z nią kontakty. Matka zgadza się na przeprosiny, ale… przy kamerach i w swoim programie.
Reef kontynuuje trasę z przeprosinami, tymczasem jego szalony prawnik powołuje dream team, czyli zespół najlepszych prawników. Są tu specjaliści z każdej dziedziny – także prawnicy, którzy potrafią bronić gwiazdora przed zarzutami dotyczącymi żartów o charakterze rasistowskim, antysemickim czy molestowania kobiet.
Kpina goni kpinę, ale gra po bandzie Jonaha Hilla tym razem niestety się nie sprawdza. Mimo prawdziwie gwiazdorskiej obsady (Cameron Diaz, Keanu Reeves!), mimo perełek, takich jak Martin Scorsese czy Susan Lucci, film nie bawi tak, jak powinien. To raczej zbiór kabaretowych skeczy, marnie powiązany sznurkiem do snopowiązałki, który udaje scenariusz. Rozumiemy, że to miała być satyra na współczesne Hollywood i jego obsesje związane z poprawnością polityczną, ruchem MeToo i męczącym już gorsetem cancel culture.
Niestety, poza kilkoma świetnymi momentami film okazuje się średnim sucharem i żal mi tylko Keanu Reevesa, który w komediach sprawdza się tak rozpaczliwie jak Marek Suski w polityce.
Ocena: Średnia fala