R E K L A M A
R E K L A M A

„Misery” w Teatrze Kamila Maćkowiaka w Łodzi. Recenzja Skiby

Jaka jest różnica między uwielbieniem a fanatyzmem? Kiedy radość fana zamienia się w osaczenie i mobbing? Artyści, politycy, gwiazdy internetu – słowem: osoby publiczne – są przedmiotem westchnień licznych rzesz wyznawców.

Fot. fragment zapowiedzi

Każdy by chciał mieć kogoś znanego za kumpla, przyjaciółkę lub bliskiego znajomego. To powód do dumy, wyróżnienie i prestiż. Mieć fotkę z kimś znanym to już powszechna moda, ale są tacy, którym poklepanie po plecach, wspólne zdjęcie albo zwykły uścisk dłoni nie wystarczają.

Tacy osobnicy krążą wokół gwiazd, chcą się na siłę zaprzyjaźnić, wkręcić w ich krąg towarzyski, wejść buciorami w ich życie, osaczyć, a nawet… mieć na własność. W grudniu 1980 roku owładnięty chorą fascynacją fan Johna Lennona strzelił mu cztery razy w plecy. Kilka godzin wcześniej wziął od niego autograf. Całe życie był fanem The Beatles. Grał piosenki Lennona na gitarze.

W filmie Martina Scorsesego „Król komedii” z Robertem De Niro kolekcjoner autografów i komik bez siły przebicia porywa znanego komika z telewizji, bo uważa, że jest lepszy od niego. Za Bobem Dylanem od wielu lat jeździ jego sobowtór, który twierdzi, że prawdziwy Dylan to właśnie on. Wiele lat temu sam natrafiłem na fana Kory z Maanamu, który ubierał się jak Kora, był szefem jej fanklubu, a po latach oświadczył, że to on jest… prawdziwą Korą.

Fanatyczne uwielbienie bywa więc niebezpieczne. Historie takiego przypadku opisał w swym klasycznym już thrillerze mistrz grozy Stephen King. Oto za popularnym autorem serii książek o dziewczynie, która wbrew przeciwnościom radzi sobie w życiu, krąży jego fanatyczna fanka. Śledzi go, jeździ za nim, a gdy ten nagle na całkowitym odludziu ma wypadek, ratuje go, opiekuje się nim i przywłaszcza go sobie niczym pluszowego misia.

Powieść Kinga sfilmowano w 1990 roku i jest to chyba najlepsza filmowa adaptacja jego powieści – w doborowej obsadzie, bo z Jamesem Caanem i rewelacyjną Kathy Bates w roli upiornej fanki. „Misery” często jest także wystawiana w teatrach (sztuka jest na przykład w stałym repertuarze Teatru Kwadrat w Warszawie z Piotrem Polkiem i Ewą Wencel).

Teraz mamy okazję zobaczyć jej kolejną wersję w Teatrze Kamila Maćkowiaka w Łodzi. Uwielbiam ten teatr, bo mimo że to scena prywatna i komercyjna, nie szczędzi nam ambitnych spektakli. Gwiazdą teatru jest oczywiście sam Kamil Maćkowiak, z którego talentu, uporu i wizji narodziła się ta świetna scena. W każdym spektaklu Maćkowiak błyszczy jak żarówka stuwatowa lub dyskotekowy stroboskop.

Tymczasem w wystawionej ostatnio „Misery” stała się rzecz właściwie w tym teatrze niespotykana. Rola Maćkowiaka i on sam zostali przykryci przez rewelacyjną Milenę Lisiecką, którą ostatnio podziwialiśmy w Teatrze Jaracza w sztuce na podstawie książki Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”.

Sam lider, dyrektor i główna gwiazda teatru, czyli Kamil Maćkowiak, żartował, że w tej sztuce właściwie leży sobie tylko na łóżku, a gra Milena. Tak dynamicznej, wiarygodnej, pełnej psychicznego fanatyzmu roli już dawno nie widziano na polskich scenach. Kompozycję udanego spektaklu uzupełnia świetny w roli Dolly Parton i policjanta, znany ze scen warszawskich, Maciej Gośniowski. Biegnijcie zatem szybko na „Misery” do Maćkowiaka na prawdziwą ucztę teatralną, a uda wam się na moment zapomnieć o wojnach, kryzysach i paranoi współczesnego świata. 

2026-03-13

Krzysztof Skiba