Metoda pars pro toto jest stosowana w retoryce i doraźnej publicystyce, ukazując poprzez epizod kształt całości. Metoda zgrabna, ale myląca, prowadząca do przesady i budująca obraz tendencyjny, mało wiarygodny. Chyba że to zabieg celowy, niemający na celu pokazania prawdy, ale raczej generowanie emocji, które prawdę zaciemniają. Bowiem Kościół Katolicki, mający długą listę historycznych wyrządzonych krzywd i popełnionych błędów, jak każda firma istniejąca długo i globalnie, musiał mieć, miał i ma nadal w swych dziejach czarne owce: zbrodniarzy i oszustów. Autorzy przypominają niektórych z nich; przypominają, bo praca ich jest kompilacją znanych wydarzeń, tyle że na nowo opowiedzianych. Autorzy nie odkrywają niczego, nie demaskują sekretów, tym bardziej nie prezentują wyników własnych badań, ale opowiadają polskiemu czytelnikowi historie dobrze znane Włochom, Hiszpanom czy Serbom. Ale i te warto przypominać choćby z tego powodu, by na Kościół nie patrzeć jak na niepokalany monolit, ale organizację zbudowaną i prowadzoną ponad dwa tysiące lat przez ludzi – a ci, wiadomo, są ułomni.
Władza, strach i ideologia
Święta Inkwizycja hiszpańska i jej charyzmatyczny, a zarazem okrutny przywódca od 1483 roku, Tomás de Torquemada, są doskonale pamiętani w kulturze europejskiej. Podobizna wielkiego inkwizytora, przeniesiona na płótno, do dziś budzi respekt, a jego zbrodnicza legenda wciąż ciąży na XV-wiecznym Kościele. Choć sama instytucja dawno trafiła do lamusa historii, postać Torquemady pozostaje zaskakująco żywa. Jego metody też, zważywszy na przykład na inkwizycyjną tradycję palenia ludzi i ksiąg. Palenie tych ostatnich „miało funkcję edukacyjną, odstraszającą i rytualną. Stos stawał się ołtarzem, a ofiara – antyświętym męczennikiem, którego śmierć miała oczyścić wspólnotę. Palenie ludzi i książek nie było wyłącznie formą represji religijnej – służyło jako narzędzie budowania i podtrzymywania ideologii, która nie znosiła pytań, różnorodności ani wolnej myśli. To dziedzictwo powraca wszędzie tam, gdzie system pragnie spalić nie tylko opozycjonistę, ale także jego książki, idee i pamięć”. Palenie ksiąg nie miało więc jedynie doraźnego celu materialnego. Działało na wyobraźnię i trafiało do tych zakamarków umysłu odpowiadających za postrzeganie świata i kreowanie idei. Szczególnie naziści mogliby wiele na ten temat powiedzieć. Spalona księga nabierała siły symbolu, stawała się aktem pogardy i nietolerancji. Prochy ksiąg rozsypywano, podobnie jak prochy ludzi. I w jednym, i drugim przypadku chodziło bowiem o damnatio memoriae, potępienie pamięci, metodę wypierania prawdy doskonale opanowaną przez Rosjan, którzy nawet w „Wielkiej encyklopedii” radzieckiej potrafili usuwać z fotografii sylwetki ludzi, którzy chwilę wcześniej na tej fotografii byli… Czyż to nie tradycja Świętej Inkwizycji?
Subskrybuj