– Co w życiu jest najważniejsze?
– Umiar. Nigdy się nie objadałem. Ćwiczyłem. Prawie nie paliłem i nie piłem alkoholu. Nauczyłem się swojego ciała, nie przesadzam w niczym, bo sztuka umiaru jest sztuką życia. Trzeba mieć pokorę, skromność i warto uczyć się każdego dnia nowych rzeczy.
– Rozmawiamy w dniu twoich 85. urodzin! Zdradź, proszę, swój patent na długowieczność.
– Nigdy nie myślałem o długim życiu, ale zawsze zależało mi na tym, żeby być sprawnym. Wiedziałem, że jeśli będę wygimnastykowany i nauczę się od joginów pranajamy, tego świadomego oddechu w jodze, to pomoże mi to na scenie podczas śpiewania.
– Poznaliśmy się w USA blisko 20 lat temu. Miałeś wtedy wyrzeźbione ciało, byłeś sprawny i silny. Dziś zmagasz się ze skutkami udaru, który dopadł cię w 2019 roku.
– Spotkało mnie coś, do czego niechętnie wracam, ale muszę przecież wykazać pokorę wobec swojej choroby. Zawieźli mnie do Szpitala Bielańskiego w Warszawie. Tam spotkałem neurologa, profesora Jana Kochanowskiego, i mówię do niego: Wielkie mi uczyniłaś pustki w domu moim. On na drugi dzień sprowadził do mnie logopedkę. Przyszła młoda lekarka, której wydeklamowałem znany wiersz Fortepian Chopina. A nie jest to krótki utwór. Gdy po siedmiu minutach skończyłem, ona pyta: Co ja mam tutaj z panem robić? A było co robić. Lewą stronę ciała miałem sparaliżowaną od stopy do głowy.
Subskrybuj