Sędzia Maciej Mitera: „Codziennie przemierzam Trasę Łazienkowską i myślę, co trzeba mieć w głowie, żeby rozpędzić Arteona do prędkości ponad 200 km/godz. Rozpędził pan mały czołg, zrobił to pan z premedytacją. Chciał pan komuś zaimponować? Przecież to groziło katastrofą i tak się skończyło. Panie Żak, powiem tak: może na wyrok nie, ale na tę karę pracował pan sobie latami. Obserwowałem pana podczas tego procesu, wszystko pana interesowało, ale nie to, co pan robił. Wierzę w polski system penitencjarny, wierzę, że tam powinni nauczyć pana zwykłej kindersztuby. Testował pan moją cierpliwość wiele razy, myślę, że wydałem tutaj orzeczenie sprawiedliwe. Uważam, że tylko ta kara zabezpieczy społeczeństwo przed takimi kierowcami jak pan. Kara w mojej ocenie uwzględniła pana motywację, pobudki, natężenie złej woli, stopień winy, społeczną szkodliwość tych czynów. Kodeks karny jest po to, żeby chronić poszczególne jednostki – i tym wyrokiem chronię mieszkańców Warszawy i nie tylko przed panem. Po prostu chronię”.
Mecenas Izabela Ławińska, obrończyni Łukasza Żaka: „Ten człowiek został wybitnie postawiony na świeczniku. Zapewne znacie państwo przypadki innych przestępstw, gdzie znacznie gorsze czyny zostały popełnione i nie widziałam wtedy, żeby pojawiały się komentarze czy sugestie co do wyroku. Uważam, że mój klient został tutaj wytypowany – nie wiem z jakich względów. Stał się symbolem, stał się twarzą społecznego oburzenia, stał się obiektem powszechnej nienawiści. W przestrzeni publicznej pojawiły się komentarze, które nie miały nic wspólnego z dowodami. Nie analizowano materiału procesowego. Nie czekano na zakończenie postępowania. Nie obowiązywała zasada domniemania niewinności. Zapadł wyrok opinii”.
Wojciech Pasieczny, biegły sądowy do spraw rekonstrukcji wypadków drogowych: „Na tak wysoką karę liczyłem. Ta kara za całokształt, czyli za motywy, które nim rządziły, za to, że jechał w stanie nietrzeźwym, za to, że wielokrotnie naruszał sądowy zakaz prowadzenia pojazdów, za to, że uciekł z miejsca zdarzenia, nie udzielając pomocy ofiarom. Mało tego, on i jego koledzy nie dopuszczali postronnych świadków do ofiary, do pasażerki samochodu. I wreszcie ucieczka z kraju i zachowanie, które było podczas rozpraw sądowych. Uważam, że ta kara jest adekwatna do czynów, które ten pan popełnił”.
Wdowa po 37-latku: „Chciałabym, żeby ta sprawa miała wydźwięk społeczny. Chciałabym, żeby wyrok, który zostanie zasądzony, był przestrogą dla innych osób. Wiem, że już nie wrócę do normalności, ale jeśli ten proces, ta historia mojej rodziny ma możliwość wpłynięcia na uratowanie choć jednego życia, choć jednej rodziny, bo to może być każdy z nas, to uważam, że warto. Proszę jedynie o sprawiedliwość i liczę na to, że jakakolwiek empatia, jakakolwiek skrucha, której obecnie nie dostrzegam, pojawi się w tych osobach oskarżonych. Patrząc na osoby siedzące naprzeciwko mnie, które na każdej rozprawie przychodziły tutaj jak na spotkanie towarzyskie – uśmiechy, przybijanie sobie piątek, żarty, strojenie min – mam poczucie, że dla nich ten proces cały czas jest zabawą”.
Łukasz Żak: „Nigdy w życiu nie chciałem, żeby doszło do takiej tragedii. Jeszcze raz bardzo przepraszam za to, co się stało. Chciałem przeprosić całą tę rodzinę za to, że doprowadziłem do tragicznego wypadku. Nigdy w życiu nie chciałem jej skrzywdzić. Jeszcze raz bardzo przepraszam za to. Są to szczere przeprosiny”.
Waldemar Żurek, minister sprawiedliwości: „Ta tragedia wstrząsnęła całą Polską. Osoby, które świadomie łamią przepisy, prowadzą pojazdy pod wpływem alkoholu, ignorują sądowe zakazy i narażają życie innych uczestników ruchu, muszą liczyć się z najsurowszą odpowiedzialnością karną. Nasze myśli pozostają dziś przede wszystkim z rodziną zmarłego oraz wszystkimi osobami, które ucierpiały w tej tragedii. Żaden wyrok nie cofnie skutków tego dramatu, ale obowiązkiem państwa jest zapewnienie sprawiedliwości oraz ochrona obywateli przed sprawcami skrajnie niebezpiecznych zachowań. Wyrok jest nieprawomocny”.
Paweł Moczydłowski, były szef więziennictwa: „To, co zrobił ten człowiek, i jego sposób zachowania absolutnie nie przyniosą mu chwały w społeczności więziennej. Wręcz przeciwnie. To osoba mocno skoncentrowana na sobie, która w swoich czynach w jakiś szczególnie niezdrowy sposób wyrażała swoje poczucie wyższości w stosunku do innych ludzi. Lekceważył ich, traktował instrumentalnie, chciał swoimi czynami zaimponować nie wiadomo komu. W społeczności więziennej jest wielu takich, którzy udają kogoś, kim nie są. Takie pozoranctwo, dokonywanie czynów, które mają imponować, jest łatwo rozpoznawalne i staje się przedmiotem kpiny. Nie przynosi im tam chwały i nie daje żadnej pozycji w tej rzeczywistości. Doprowadził do wypadku śmiertelnego, wielu ludzi poniosło z tego powodu szkody. Za ten bezsensowny czyn trafia do więzienia na długie lata. Nie zostanie raczej dobrze przyjęty w społeczności więziennej”.
Ppłk Arleta Pęconek, rzeczniczka prasowa dyrektora generalnego Służby Więziennej: „Samo zainteresowanie mediów nie wpływa na sposób wykonywania kary ani na status osoby pozbawionej wolności. Wobec każdego osadzonego stosowana jest zasada indywidualizacji wykonywania kary. Oznacza to, że decyzje dotyczące warunków odbywania kary i prowadzonych oddziaływań podejmowane są wyłącznie na podstawie przepisów prawa, indywidualnej oceny sytuacji skazanego oraz względów bezpieczeństwa i porządku w jednostce penitencjarnej, a nie zainteresowania opinii publicznej czy mediów”.