R E K L A M A
R E K L A M A

Granice obłudy. Czas skończyć z zakłamaniem wokół migracji

Kiedy politycy wymyślają świat, którego nie ma, migracja wpada w sidła demagogii. Komunikat przywódców G7 z 2024 roku próbuje pogodzić suwerenne prawo państw do kontrolowania granic z obowiązkiem przestrzegania praw człowieka, w tym zakazu odsyłania ludzi do krajów, w których grozi im prześladowanie lub poważna krzywda. 

Fot. Wikimedia

I oto polityczne małżeństwo bez intercyzy: suwerenność państwa bierze ślub z prawami człowieka, a rachunek za wesele ma zapłacić rzeczywistość. Papier przyjmie każdą sprzeczność, granica – niekoniecznie. Gdzie kończy się obowiązek ochrony człowieka, a zaczyna obowiązek ochrony wspólnoty? Wyobraźmy sobie państwo jako własny dom. Zapraszamy gości, a w nieszczęściu otwieramy drzwi sąsiadom. Ale dom nie jest z gumy. Gdy zabraknie miejsca i pieniędzy, pojawią się chaos, napięcia i konflikty. W wielu państwach Europy od lat już się tak dzieje. Odmowa przyjęcia kolejnego gościa nie musi oznaczać braku człowieczeństwa. Bywa wyrazem odpowiedzialności za domowników.

Zakrawa na kpinę i nieodpowiedzialność, gdy migranci siłowo atakujący granice przedstawiani są przede wszystkim jako ofiary, a broniący ich funkcjonariusze – jako problem. Tymczasem prawo do ubiegania się o azyl nie daje prawa do przemocy ani swobodnego wyboru państwa pobytu. W Polsce przemoc na granicy skończyła się śmiercią młodego żołnierza i ranieniem innych funkcjonariuszy. Dlaczego ich bezpieczeństwo znika z opowieści o humanitaryzmie? Humanitaryzm wybiórczy? Podłość i obłuda w jednym.

Czy prawa człowieka krępują państwo?

Po doświadczeniach wojen i totalitaryzmów konieczne było ograniczenie władzy państwa nad jednostką. Stąd Powszechna deklaracja praw człowieka z 1948 roku i Konwencja o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności z 1950 roku. Problemem nie jest ich istnienie, lecz interpretacje coraz dalsze od realnych możliwości i interesów państw. Czy ochrona jednostki nie poszła tak daleko, że odbiera wspólnotom prawo do decydowania o własnym losie? Powstał twór prawno-polityczny, który niczym rak toczy demokratyczne państwa, choć wielu polityków i dziennikarzy nadal uważa tę truciznę za lekarstwo. Sama deklaracja nie była tak naiwna jak niektóre jej dzisiejsze interpretacje. Artykuł 29 przypomina o obowiązkach wobec wspólnoty, prawach innych, porządku publicznym i dobru powszechnym. Państwo odpowiada za bezpieczeństwo obywateli, ale ogranicza mu się narzędzia działania. Gdy instytucje ignorują to napięcie, pojawiają się groźni politycy obiecujący odwet. Demokracja podcina gałąź, na której siedzi.

Odzyskać kontrolę

Najpierw należy zakwestionować sądowe nadinterpretacje praw człowieka i przywrócić państwom rzeczywistą odpowiedzialność za migrację. Każde państwo powinno samodzielnie decydować o jej skali i warunkach, kierując się przede wszystkim bezpieczeństwem i interesem obywateli. Jeśli przepisy dopuszczają interpretacje sprzeczne z ich celem, trzeba je poprawić. Politycy i sędziowie świadomie przekraczający kompetencje powinni ponosić odpowiedzialność. Migracja musi być legalna, kontrolowana i oparta na jasnych kryteriach: bezpieczeństwie, potrzebach gospodarki, kwalifikacjach i gotowości do integracji. Migranci potrzebni gospodarce, gotowi pracować i przestrzegać prawa powinni otrzymywać zgodę na pobyt. Osoby niespełniające jego warunków powinny opuszczać kraj, a stanowiące zagrożenie dla bezpieczeństwa – podlegać szczególnie rygorystycznym procedurom wydalenia. Łączenie rodzin powinno uwzględniać możliwość samodzielnego utrzymania, a pomoc publiczna służyć integracji: nauce języka, zdobywaniu zawodu i pracy. Przemoc, przemyt, handel ludźmi i narkotykami oraz działalność zagrażająca bezpieczeństwu powinny skutkować stanowczymi karami, a tam, gdzie pozwala na to prawo – utratą prawa pobytu i deportacją po odbyciu kary.

Cudzoziemiec ma też obowiązki

Musi respektować prawo, uczyć się języka i akceptować podstawowe zasady miejscowego życia. Integracja wymaga wzajemnego szacunku, nie roszczenio wości. Nie może oznaczać tworzenia zamkniętych enklaw, w których miejscowe normy przestają obowiązywać. To nie państwo ma wyrzekać się swoich zasad, by dostosować się do przybyszów. W całej UE warto rozważyć surowsze, proporcjonalne sankcje wobec gangów, handlarzy ludźmi, przemytników, sprawców brutalnej przemocy i wandali. Liberalna anarchia nie może tworzyć im raju bezkarności. Odpowiedzialność powinna objąć również polityków, sędziów i prokuratorów świadomie nadużywających kompetencji. Bez odpowiedzialności decydentów nie będzie odpowiedzialności państwa. Zasada jest prosta: państwo określa warunki, migrant je akceptuje albo rezygnuje z przyjazdu bądź wyjeżdża. Dobrowolnie lub pod przymusem państwa. Przestrzega prawa – korzysta z ochrony. Łamie je – ponosi konsekwencje. Humanitaryzm nie oznacza bezradności, a suwerenność nie musi oznaczać bezduszności. Gdyby prawa człowieka wzięły ślub z demokracją i podpisały intercyzę przewidującą odpowiedzialność polityków, sędziów i prokuratorów za świadome wypaczanie prawa, moglibyśmy uniknąć wielu problemów. Lekarstwem na chorobę demokracji nie jest dalsze podawanie trucizny, lecz usunięcie przyczyn zatrucia. Inaczej humanitaryzm oderwany od odpowiedzialności przeczy własnym ideałom, a prawa człowieka, zamiast chronić demokrację, pomagają wyhodować autokracje, które pierwsze je podepczą. Objawy tej choroby już widać na ulicach. 

2026-10-31

Prof. JACEK DĄBAŁA