Wszystko zaczęło się w piątek, 30 października. Na stronie Trybunału Konstytucyjnego pojawił się komunikat informujący o zarządzeniu miesięcznej przerwy w czynnościach służbowych prezesa Bogdana Święczkowskiego oraz wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego. Kierowanie instytucją przejęła sędzia Anna Korwin-Piotrowska.
Niemal równocześnie minister sprawiedliwości Waldemar Żurek poinformował o skierowaniu do Trybunału pięciu wniosków dotyczących uchylenia immunitetów obu sędziów. Cztery dotyczyły Święczkowskiego, jeden Sochańskiego. Do siedziby TK dostarczono również 50 tomów akt.
Wydarzenia te wywołały natychmiastową reakcję polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy uznali odsunięcie kierownictwa Trybunału za próbę bezprawnego przejęcia instytucji przez obóz rządzący. W ich ocenie działania wobec Święczkowskiego stanowiły kolejny etap konfliktu o wymiar sprawiedliwości.
Wkrótce wokół siedziby Trybunału pojawiły się policyjne patrole. Funkcjonariusze zostali wezwani w związku z obawami o bezpieczeństwo pracowników i sędziów. Policja podkreślała, że jej działania mają charakter zabezpieczający, a mundurowi nie wkroczyli do samego budynku.
Politycy prawicy ruszają pod Trybunał
Przed gmachem TK zaczęli gromadzić się politycy opozycji oraz ich zwolennicy. Na miejscu pojawił się między innymi Jarosław Kaczyński. Do protestujących dołączali kolejni parlamentarzyści, a wydarzenia były na bieżąco transmitowane w prawicowych mediach i serwisach społecznościowych.
Atmosfera szybko stawała się coraz bardziej napięta. Zgromadzeni skandowali hasła o obronie konstytucji i oskarżali rząd Donalda Tuska o przeprowadzanie zamachu stanu. Politycy PiS przekonywali, że odsunięcie prezesa Trybunału nie ma podstaw prawnych, a działania policji stanowią niedopuszczalną ingerencję w funkcjonowanie niezależnego organu konstytucyjnego.
Zwolennicy rządu przedstawiali wydarzenia w zupełnie innym świetle. Wskazywali, że Trybunał od lat pozostaje instytucją uwikłaną w spór o legalność powołania części jego sędziów, a sam Święczkowski jest byłym prokuratorem krajowym i bliskim współpracownikiem Zbigniewa Ziobry.
Konflikt, który przez lata toczył się przede wszystkim w sądach, gabinetach polityków i na salach parlamentarnych, tym razem przeniósł się bezpośrednio pod drzwi Trybunału.
Święczkowski szuka łomu, poseł sięga po szlifierkę
Po godzinie 20 przed siedzibą TK pojawił się sam Bogdan Święczkowski. Odsunięty od obowiązków prezes domagał się wpuszczenia do budynku, argumentując, że ma prawo wykonywać swoje obowiązki.
Kiedy okazało się, że wejście jest niemożliwe, Święczkowski zwrócił się do zgromadzonych z pytaniem, czy ktoś dysponuje łomem. Ostatecznie do akcji przystąpił poseł Mariusz Gosek, który podjął próbę sforsowania zabezpieczeń przy użyciu szlifierki.
Sceny te szybko stały się najbardziej rozpoznawalnym obrazem całego protestu. Wśród okrzyków zgromadzonych i błysków kamer przecięto zabezpieczenie furtki prowadzącej na teren Trybunału.
Święczkowski zdołał przejść przez ogrodzenie, ale jego marsz w kierunku budynku zatrzymał policyjny kordon. Prezes pokazywał funkcjonariuszom legitymację sędziowską i domagał się umożliwienia mu wejścia do środka.
Policjanci nie ustąpili. Po pewnym czasie Święczkowski zdecydował się wycofać. Zapowiedział jednak, że wróci pod Trybunał w towarzystwie prezydenta Karola Nawrockiego.
Prezydent przerywa podróż do Afryki
Wydarzenia pod Trybunałem wywołały również reakcję Pałacu Prezydenckiego. Karol Nawrocki zdecydował się przerwać wizytę w Senegalu i wrócić do Polski.
Po powrocie prezydent odbył naradę ze swoimi współpracownikami, a następnie udał się przed siedzibę TK. Jego obecność nadała wydarzeniom dodatkową rangę polityczną. Spór, który jeszcze kilka godzin wcześniej dotyczył przede wszystkim kierownictwa Trybunału, przerodził się w otwartą konfrontację pomiędzy najważniejszymi instytucjami państwa.
Obóz prezydencki przedstawiał działania wobec Święczkowskiego jako zagrożenie dla konstytucyjnego porządku. Z kolei przedstawiciele koalicji rządzącej odrzucali oskarżenia o zamach stanu, wskazując, że politycy opozycji próbują wykorzystywać konflikt do mobilizacji swoich zwolenników.
W międzyczasie policja informowała o kolejnych incydentach. Zatrzymano trzy osoby, które przeskoczyły przez ogrodzenie i wtargnęły na teren Trybunału. Funkcjonariusze podkreślali konieczność zapewnienia bezpieczeństwa i niedopuszczenia do dalszej eskalacji.
Co dalej z Trybunałem Konstytucyjnym?
Nocne wydarzenia nie przyniosły ostatecznego rozstrzygnięcia sporu. Nie zakończyły również konfliktu dotyczącego statusu Bogdana Święczkowskiego ani przyszłości kierownictwa instytucji.
W najbliższych dniach kluczowe będzie ustalenie skutków prawnych zarządzonej przerwy w czynnościach obu sędziów, a także dalszego biegu wniosków o uchylenie ich immunitetów. Osobną kwestią pozostaje ocena działań osób, które próbowały sforsować zabezpieczenia wokół siedziby Trybunału.
Spór o Trybunał Konstytucyjny trwa już od ponad dekady, a odpowiedzialność za jego eskalację ponosi przede wszystkim Prawo i Sprawiedliwość. W 2015 roku, po przejęciu władzy, PiS obsadził trzy miejsca w Trybunale, na które wcześniej prawidłowo wybrano już sędziów. Prezydent Andrzej Duda odmówił odebrania ślubowania od tych ostatnich, a następnie zaprzysiągł kandydatów nowej większości. W kolejnych latach rząd PiS odmawiał publikowania niektórych wyroków TK, zmieniał zasady jego funkcjonowania i doprowadził do objęcia kierownictwa instytucji przez Julię Przyłębską.
Nie były to wyłącznie zarzuty politycznej opozycji. W 2021 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka potwierdził, że obsadzenie trzech miejsc w TK w grudniu 2015 roku nastąpiło z naruszeniem polskiej konstytucji. Orzekł również, że skład z udziałem nieprawidłowo wybranej osoby nie spełnia wymogu sądu ustanowionego ustawą.
Dzisiejszy kryzys jest więc konsekwencją decyzji podjętych przez PiS przed jedenastoma laty. Partia, która przez osiem lat sprawowania władzy podporządkowywała sobie kolejne instytucje państwa, dziś przedstawia działania zmierzające do przywrócenia praworządności jako zamach stanu. Nie oznacza to, że każda decyzja obecnego rządu jest automatycznie zgodna z prawem. Oznacza natomiast, że nie sposób uczciwie opisać obecnego konfliktu bez wskazania, kto doprowadził do ustrojowego chaosu.
Piątkowa noc przed Trybunałem Konstytucyjnym pokazała, jak daleko zaszła ta konfrontacja. Zobaczyliśmy szlifierkę przecinającą łańcuch, prezesa Trybunału zatrzymanego przez policyjny kordon, polityków krzyczących o zamachu stanu i prezydenta wracającego z Afryki.
Jedno pozostaje pewne: wydarzenia te nie zakończyły kryzysu, który rozpoczął się w 2015 roku. Polska wciąż mierzy się z konsekwencjami tamtych decyzji, a odbudowanie zaufania do Trybunału Konstytucyjnego będzie wymagało czegoś więcej niż kolejnej nocnej konfrontacji polityków.