Stróże prawa na podstawie własnych dokumentów stwierdzili, że Piotr W. popchnął policjantkę, a ta, upadając, doznała urazu głowy. W tłumie i szamotaninie takie sytuacje się zdarzają. Wystarczyło przeprosić, wyciągnąć dowód osobisty i sprawa prawdopodobnie na tym by się zakończyła… Piotr W. zastosował jednak wersję „sprinterską” i, nie wiadomo dlaczego rzucił się do ucieczki.
Przeliczył się, nie docenił sprawności policjantów. Byli szybsi, dopadli go i zgodnie z procedurą powalili oraz skuli. Sprawa trafiła do sądu, miał być areszt, sąd jednak nie wyraził zgody. I tu zaczynają się kontrowersje. Funkcjonariusze obstawali przy swojej wersji zdarzeń, naoczni świadkowie natomiast podkreślali brutalność policji i pobicie Piotra W. Wszystkie media odnotowały to zdarzenie, nie rozpisując się zbytnio i najwyraźniej czekając na oficjalny ciąg dalszy w sądzie.
Telewizja Republika – stały lokator miasteczka przy TK i opiekun medialny protestujących – złapała wiatr w żagle i przez kilka dni epatowała swoich widzów opowieściami o „policji Tuska”, która maltretuje obrońców Trybunału Konstytucyjnego. To był serial telewizyjny. Danuta Holecka w jednym z wieczornych programów usiłowała udowodnić, że Piotr W. jest osobą wielce poszkodowaną, a uciekał dlatego, że był w szoku. Małgorzata Wassermann, posłanka, mecenas i komentator w jednej osobie, dała się wciągnąć w dyskusję antenową, wzbogacając komentarze Holeckiej o fachowe uwagi na temat niekompetencji funkcjonariuszy policji.
Relacjonując wydarzenia przed Trybunałem, pracownicy TV Republika przez kilka dni nie hamowali się w doborze obraźliwych określeń pod adresem policjantów, posługiwali się językiem pogardy, nienawiści i agresji. Funkcjonariuszy porównywali do gestapo, nazywali ich „tresowanymi psami”. Z pasków stacji widz dowiadywał się, że „to nie policja, to patologia”.
Telewizja Republika nie po raz pierwszy na paskach obrażała, siała nienawiść, a Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji jakby tego nie zauważała. Nad TV Republika od dłuższego czasu rozpięty jest parasol ochronny KRRiT, więc jej pracownicy bezkarnie przekraczają wszelkie granice medialnej przyzwoitości. Do protestujących apelowano – a to jest już obrzydliwe – by pomagali w ustalaniu tożsamości funkcjonariuszy, którzy dbają o bezpieczeństwo i porządek w Alei Szucha. KRRiT jako organ odpowiedzialny za porządek medialny nie może tolerować rozpowszechniania treści agresywnych i poniżających.