W mediach społecznościowych panuje moda na bezkompromisowe sondy z serii „klasa czy obciach”, w których, bez dłuższego zastanawiania się, trzeba ocenić zachowanie, zjawisko czy przedmiot. Gdyby postawiono przede mną pytanie w takiej formule o testowanego Nissana, bez wahania stwierdziłbym: klasa! Co więcej, Qashqai nawet po dłuższej refleksji ani trochę nie zbliża się w kierunku obciachu. To może nie tyle niedoceniany, bo przecież sprzedaje się świetnie, co nierobiący wokół siebie zbędnego zamieszania wóz. Niekrzykliwy, pozbawiony wielkich ekranów, ale bardzo solidny i pozostawiający świetne wrażenie. Ten z pozoru zwyczajny SUV prostotą i nieprzekombinowaniem jest dla mnie jednym z największych motoryzacyjnych zaskoczeń 2026 roku.
Jedno zadanie
Nissan ma niebagatelne doświadczenie w produkowaniu najbardziej rozchwytywanych obecnie aut. Można nawet stwierdzić, że Japończycy stworzyli kompaktowego SUV-a, zanim to było modne, bo w 2006 roku, kiedy poznaliśmy pierwszego Qashqaia, trudno było znaleźć mu wielu rywali. Jasne, były choćby Toyota RAV4 czy Honda CR-V, lecz Nissan, proponując nieoczywiste wówczas odmiany z napędem wyłącznie na przednią oś, pokazał, że w tego typu pojazdach nie musi chodzić o terenowe zdolności, lecz o codzienną wygodę. Obecna na rynku od 2021 roku trzecia generacja doczekała się niedawno liftingu, który zaowocował m.in. ulepszeniem innowacyjnego napędu e-Power, a więc hybrydy, która na celownik bierze uchodzące za wzór w tej materii patenty Toyoty. Efekt? Więcej niż dobry!

Subskrybuj