Niemcy, wprowadzając do oferty nowe BMW iX3, podkreślali, że to jeden z najważniejszych modeli ostatnich lat. Dlatego też wokół SUV-a na prąd nowej ery trzeba było zrobić wiele szumu. Bawarska marka nie boi się kontrowersji, czego dowiodła choćby przy premierze flagowej limuzyny, serii 7, której wygląd – mimo upływu czasu – wciąż wzbudza mnóstwo emocji, i to nie zawsze pozytywnych. Z iX3 jest podobnie, bo projektanci nie trzymali się zachowawczego kursu, a poszli na całość, wypuszczając na drogi auto o dyskusyjnej urodzie.
Szkaradny czy piękny?
Sedno tkwi we froncie auta. Już nie monstrualne „nerki”, jak w BMW z poprzedniego rozdania, tylko dwa wąskie podświetlane panele, które mają imitować atrapę chłodnicy, stały się znakiem szczególnym nowego iX3. I nie tylko tego modelu, bo taki zabieg ma się na stałe wpisać we współczes ny bawarski trend. Jest to bezpośrednie nawiązanie do serii samochodów tej marki z lat 60. i 70., do tzw. Neue Klasse. Jeśli zdamy sobie sprawę, że mamy do czynienia z puszczeniem oka w kierunku historii, łatwiej zaakceptować specyficzny wygląd. Bo o tradycję trzeba dbać! I można już zachwycić się „twarzą” SUV-a mającego prawie 4,8 metra długości. Co zaskakujące, BMW w białym lakierze nadwozia z czarnymi dodatkami okazało się nad wyraz fotogeniczne. Efekt uzyskany na zdjęciach był fajniejszy niż na żywo, kiedy iX3 wydawało się dziwnie nieproporcjonalne. Trochę za wąskie, trochę pokraczne… Zagorzali miłośnicy marki pójdą pewnie za tym projektem w ogień, zaś przeciwnicy dostali pożywkę do robienia sobie kolejnych żartów z BMW. Klasyka motoryzacyjnych wojenek.

Subskrybuj