Gdy podczas premierowych europejskich jazd prasowych, zorganizowanych na początku września w okolicach Düsseldorfu, siadłem za kierownicą japońskiej nowości, nie kryłem niesmaku. – Z Mazdy został już chyba tylko kolor… – rzuciłem do kolegi dziennikarza, który też kręcił nosem na to, co zastaliśmy w kabinie. Obiektem naszych narzekań, a wręcz ataków, był gigantyczny 26-calowy panoramiczny ekran, odpowiadający „za wszystko”. Zamontowany dziwacznie, bo ciągnął się od środka deski rozdzielczej w kierunku prawego fotela. Za kierownicą było pusto. Żadnych zegarów, żadnego wyświetlacza. Jedynie błyszcząca się czarna listwa z powszechnie nielubianego tworzywa na wzór fortepianowej czerni.
Subskrybuj