R E K L A M A
R E K L A M A

Zadziwia, ale inaczej. Recenzja Mazdy CX-6e

Japońska marka przyzwyczaiła nas do zaskoczeń. Ceniona firma słynęła z własnej wizji motoryzacji, odbiegającej od tego, co proponowała konkurencja. Od pewnego czasu Mazda wprawia w osłupienie swoich miłośników, lecz w zupełnie inny sposób... Współpracując z chińską marką Changan, oferuje pojazdy, jakich nie spodziewaliśmy się pod tym adresem. Najnowszy przykład? Spory elektryczny SUV, CX-6e.

Fot. Maciej Woldan

Gdy podczas premierowych europejskich jazd prasowych, zorganizowanych na początku września w okolicach Düsseldorfu, siadłem za kierownicą japońskiej nowości, nie kryłem niesmaku. – Z Mazdy został już chyba tylko kolor… – rzuciłem do kolegi dziennikarza, który też kręcił nosem na to, co zastaliśmy w kabinie. Obiektem naszych narzekań, a wręcz ataków, był gigantyczny 26-calowy panoramiczny ekran, odpowiadający „za wszystko”. Zamontowany dziwacznie, bo ciągnął się od środka deski rozdzielczej w kierunku prawego fotela. Za kierownicą było pusto. Żadnych zegarów, żadnego wyświetlacza. Jedynie błyszcząca się czarna listwa z powszechnie nielubianego tworzywa na wzór fortepianowej czerni.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-09-09

Maciej Woldan