Elisabeth-Jane Ross przebywała w Grecji od końca czerwca i pomagała uchodźcom. Zaginęła 15 lipca, trzy dni później bezdomny znalazł jej ciało w walizce w opuszczonym budynku w ateńskiej dzielnicy Kipseli. Śledczy zatrzymali 26-letniego Sharifa Ahmadzaia, urodzonego w Afganistanie zawodowego boksera, który jako nastolatek trafił do Grecji i otrzymał azyl. Kluczowych informacji dostarczyła policji jego żona, Alaina Hall: dane lokalizacyjne miały wskazywać, że w dniu śmierci Ross oboje przebywali w tym samym mieszkaniu. Monitoring zarejestrował Ahmadzaia przewożącego walizkę. Prokuratura zarzuca mu zabójstwo i rabunek. Według śledczych po śmierci Ross z jej konta wypłacono ponad 10 tysięcy euro, a z telefonu wysyłano wiadomości tłumaczące jej milczenie. Ahmadzai przyznaje, że ukrył ciało i korzystał z pieniędzy kobiety, zaprzecza jednak, że ją zabił. Ateńska sprawa ma charakter kryminalny, rozgrywa się poza polem bitwy i nie wchodzi do statystyk strat wojennych Biura Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej (OCHA). Trafia jednak w wyjątkowo ponury moment dla środowiska, którego zawodowym odruchem jest zbliżanie się do cudzego nieszczęścia.
Subskrybuj