– Czy walizki do Jeruzala, serialowych Wilkowyj, są już spakowane? Na jakim etapie jest powrót „Rancza”?
– Prawda jest taka, że nie mogę zdradzać zbyt wielu szczegółów. Cała produkcja owiana jest tajemnicą. Jeśli jednak pyta pan o walizki, to nie muszę ich mocno pakować. Jeruzal nie jest daleko od Warszawy. Funkcjonuję w trybie mieszanym – czasem dojeżdżam z domu, czasem jadę do hotelu. Zazwyczaj zdjęcia rozpoczynamy wcześnie rano, dlatego po wieczornym spektaklu w Warszawie opłaca mi się pojechać prosto do hotelu. Spędzam tam dzień lub dwa i wracam do domu.
– Czy na planie da się wypełnić pustkę po Kusym, w którego wcielał się Paweł Królikowski? Wilkowyje bez Kusego będą zupełnie inne.
– Akurat z perspektywy mojego bohatera wygląda to nieco inaczej, ponieważ Czerepach miał mało wspólnych scen z Kusym. Ich drogi rzadko się krzyżowały. Ale widzę, że próbuje pan wyciągnąć szczegóły scenariusza! Nic z tego. Mogę jedynie zdradzić, że jakoś to wszystko udaje się ułożyć. Dajemy radę!
Życie jak serial
– Biorąc pod uwagę to, przez co przeszedł pański bohater, jak pan dzisiaj ogląda serwisy informacyjne? W jakim stopniu podchodzi pan z dystansem do polityki po latach spędzonych w skórze swojego bohatera z „Rancza”?
– W poprzedniej epoce politycznej widziałem moją postać w telewizji w skali jeden do jednego. Miałem dojmujące wrażenie, że niektórzy politycy kopiują jego gesty i teksty. Przypomina pan sobie scenę, kiedy to Czerepach uczył wójta odpowiadać na pytania dziennikarzy? Któregoś dnia usłyszałem odpowiedź precyzyjnie napisaną przez naszego scenarzystę. Jeden z polityków po prostu nauczył się jej na pamięć i wyrecytował słowo w słowo w trakcie konferencji prasowej.
Subskrybuj