– Program telewizyjny „Nastolatki rządzą kasą”, w którym uczył pan młodych gospodarować pieniędzmi, o kilka miesięcy poprzedził kampanię wyborczą do parlamentu w 2023 roku. Udział w tym cyklu był receptą na dostanie się do polityki?
– Odradzam iść w stronę teorii spiskowej. Kiedy brałem udział w castingu na prowadzącego program, nie planowałem startu w wyborach, bo prezydent Łodzi Hanna Zdanowska zaproponowała to dopiero później. Zresztą mój start do Sejmu pokrzyżował plany kontynuacji programu „Nastolatki rządzą kasą” w kolejnym sezonie. Program zwiększył moją rozpoznawalność, ale wcześniej organizowałem biegi charytatywne i wielokrotnie wypowiadałem się w mediach o edukacji. Wizerunek dyrektora szkoły z tatuażami i w krótkich spodenkach budził zainteresowanie i pozytywne emocje. Nie ma jednak podstaw, by twierdzić, że program miał utorować mi drogę do Sejmu. Długo wahałem się, czy kandydować. Początkowo zakładałem, że będę mógł łączyć mandat z pracą nauczyciela. Okazało się jednak, że nie uda się realnie pogodzić pełnego wykonywania mandatu z codzienną pracą w szkole, dlatego przeszedłem na urlop bezpłatny. Zapytałem uczniów, czy powinienem zostać w szkole i zrezygnować z mandatu, czy pójść do Sejmu. Około 90 procent opowiedziało się za objęciem mandatu.
Subskrybuj